niedziela, 1 grudnia 2013

Alphaville, BoneyM, Bad Boys Blue- Epicki koncert, Epicka recenzja.

Ciemno i zimno. Tak właśnie było. I nawet nie tak dużo policji. Kolejka... też nawet nie taka długa, może po prostu z moją znajomą byłyśmy wcześnie. Pierwsze wrażenie: 'Jesteśmy najmłodsze'. A może chciałabym, żeby tak było. Chociaż pojawiło się sporo na prawdę starszych ludzi. Schodziłyśmy na płytę długimi schodkami( strasznie stromymi), w rytm 'Oh Julie' i jakoś mi się to skojarzyło z 'Paradise City' i tym ogromnym stadionem. I te światła. Jak już powiedziałam było ciemno i na zewnątrz, i wewnątrz, jednak co chwilę kilka reflektorów zataczało rundkę i oświetlało mnie od dołu do góry. Czekałyśmy na rozpoczęcie jakieś 40 minut. Po czasie oczywiście. Jak zawsze robiło się gorąco i coraz goręcej, duszno i duszniej, tłoczno i tłoczniej. Wszyscy nerwowo zerkali na wielki zegar odmierzający czas. Dymiarka dostarczała swojego produktu kilkanaście razy na minutę( dużymi partiami), a my stałyśmy praktycznie pod samą scenę, tak więc było duszno, gorąco, ciemno z błyszczącym w oczy reflektorem i teraz także pełno dymu.
A koncert się nawet nie zaczął. Tak, klimat dla zaprawionych i odpornych koncertowo. Mnie się to strasznie podoba...
Pierwszy pojawił się Bad Boys Blue, który był absolutnie niesamowity. Zagrali główne, najbardziej znane utwory, sypnęli w publikę autografami(dosłownie). Na koniec John Edward Mcinerney wziął na scenę swoją małą, może 6-7 letnią córkę! Zdziwił mnie fakt, że była ubrana tak...tradycyjnie w jakąś chyba dzinsową sukieneczkę i biała bluzkę z dużym kołnierzem, do tego jakieś kiteczki. Ładnie. Pomijam fakt, że John ma tak mała córkę... Ale było fajnie, świetnie się bawiła z tatusiem i resztą zespołu. W tym momencie lud się trochę rozruszał, bo wcześniej było tak 'spokojnie'. John próbował zagadać, szpanował swoim kaleczonym: Dziekuje Lodz. Nawet nieźle mu to wychodziło, chociaż jak to ładnie ujął: My Polish is...malutki.
Jako drugi zespół zaszczycił nas Boney M i to było czyste szaleństwo. Nie trudno było się zatracić i oddać w wir 'Rivers of  Babylon'. To było naprawdę niesamowite zobaczyć 'ich'. Gdy cała czwórką weszła na scenę w kolorowych ubraniach, błyskotkach, wszystko zaczęło się świecić i wirować. Publiczność również się ożywiła, jednak mało kto patrzył na zespół, wszyscy bawili się sami, w grupkach, czy jak kto chciał.
Boney. M wykonali także 'No woman no cry' i zrobiło się tak... pokojowo, miłość wypełniła całość ;)
Jedyny mężczyzna w zespole zatańczył taniec z przed Billie Jean.
10 minut przerwy. Można było spokojnie opuścić swoje miejsce i udać się gdzie indziej, a później wrócić dokładnie tam gdzie było się 10 minut temu. Tak też zrobiłyśmy. Pochodziłyśmy trochę w ciągłym i nieustającym, migoczącym świetle reflektorów. Co się tam działo podczas przerwy? Chaos. Niektórzy wchodzili, inni wychodzili, ludzie siadali na środku płyty i grali w różne gry... I dym, naprawdę pełno dymu oraz alkohol.Usiadłyśmy na samym końcu i obserwowałyśmy wszystko niczym zaprawienie muzycy. Nagle, bez żadnej zapowiedzi oczom wszystkich oczekujących ukazał się cały skład Alphaville. Muzycznie- najlepiej, zabawa- najgorsza. I chyba tyle wystarczy co do nich. Po prostu nie potrafią nawiązać kontaktu z publicznością , choć muzycznie było naprawdę świetnie, mocno pozmieniane z ostrymi solówkami.
Wokalista się tak zmęczył( głos miał świetny), że stwierdził, że jak wszyscy piją to on tym bardziej może się na scenie napić. Podobno muzykę i światła było widać i słychać z daleka, poza Atlas Areną, a przechodzący mogli tylko podsłuchać 'Forever Young' i poczuć się jakby byli wewnątrz. W świecie prawdziwej magii.
I tak się stało. Naprawdę tam byłam, a może to był tylko sen, jak powiedział Marian Gold na koniec.
Ale jednak usłyszałam na żywo You're a woman I'm a man, Gotta go home oraz Forever young. Przeniosłam się do tego stulecia, którego tak bardzo pragnę i co najważniejsze przeniosłam się tam z osobą, która również tego chciała, z moją najlepszą przyjaciółką. Niesamowicie! Wspaniały koncert, a raczej była to niezobowiązująca zabawa. Może ostatnia szansa, żeby ich zobaczyć.. Jak byli wspaniali, tak są( Forever Young)
Czekam na Stevens'a( tego to MUSZE dorwać za kulisami;)







4 komentarze:

  1. Ulala, zapraszamy na drugą już grudniową notkę i opis grudniowej rasy miesiąca :)
    Czy cieszycie się na nadchodzące święta? Przygotowujecie potrawy? Podzielcie się! <3
    http://chartykas.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że się dobrze bawiłaś. Tak sobie czasami myślę, że mogłabym obejrzeć koncert, ale nie będąc tam, nie zniosłabym tego ^ Chociaż wrażenia muszą być naprawdę niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń