niedziela, 16 czerwca 2013

Sugar man- wzruszający i prawdziwy.

Takim mianem wszyscy określają film o Sixto Rodriguez. Wzruszający, co to właściwie ma oznaczać. Ktoś się może popłakał oglądając ten film. A może są inne wnioski wynikające z tej historii. Może to, że nigdy nie wiemy co nas jeszcze czeka. Nigdy nie będziemy pewnie czy ktoś na drugim końcu świata nas przypadkiem nie kocha, po prostu za to kim jesteśmy. A może nasz sąsiad, sąsiadka, lub osoba którą codziennie widzimy o 7:10 rano idącą do pracy. Może właśnie ona nas kocha, uwielbia, naśladuje i podziwia każdego ranka, a może nie. Ciekawa historia i w zasadzie można powiedzieć, że wzruszająca może oprawa filmu, która ma nadać taki nastrój, a może rodzaj muzyki jaką stworzył Sixto, nazywaną przez wielu "lepszą od Dylana". Coś jest na rzeczy, bo produkcja w 2013roku zdobyła Oscara. Choć moim zdaniem były bardzo chaotyczne momenty w filmie. Wiele osób mówi ''nieszczęsny Sugar man", czy on był nieszczęśliwy? Chyba nie. No pewnie był kiedy nie wiedział o swojej sławie. Można by się tylko zastanawiać, czy ta wiedza zmieniła by jego życie... chyba nie skoro później tak się nie stało. I mnie chyba to uwiodło i wzruszyło, jego skromność, skromność do końca. Chodziło mu tylko o muzykę. Nie było w nim całej tej komercjalnej otoczki, która towarzyszy dzisiaj niektórym "muzyką", choć jego pokroju muzyką niekoniecznie. 
Historia jedyna w swoim rodzaju i nie do powtórzenia o facecie, który przez część swojego życia nie wiedział ile nadziei tchnął w innych...
A Wam jak się podobał film?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz