czwartek, 27 czerwca 2013

David Bowie- The Next Day- kontrowersja, czy raczej komercja...?

Było już o płycie jako takiej, a teraz trochę bardziej. Po wydaniu płyty pisałam o niej jakbym dostała ją na party u samego wykonawcy i oceniała przez śliską folijkę. Teraz ją otworzyłam i muszę przyznać, że obecnie jest bardzo ciężko napisać recenzję muzyczną, zwłaszcza jak ktoś sam na co dzień zajmuję się muzyką. Ciężko mi o niej pisać, ponieważ nie mogę jej skrytykować, bo oprócz niej mam jeszcze do wyboru Justina Biebera, czy inne gówniane One Direction. Więc porównują muzykę z produktem nie da się jej krytykować, bo chyba każdy kto ją kocha łapie takie albumy z zapartym tchem. Dotarło do mnie takie spostrzeganie świata i stwierdziłam , że muszę to zmienić. To znaczy najpierw pomyśleć czy jest to warte 'Like' na facebook, a dopiero później lajkować, choć wiele ludzi robi odwrotnie. Mogłabym się założyć, że gdyby Stonesi wydali płytę też pierwsze milion lajków miałaby przed wysłuchaniem. Choć w sumie to i tak zasługują, więc nie będę się czepiać tej zamianie czynności. Wracając jednak do najnowszego teledysku Bowiego, to muszę przyznać, że jest dobry. Oczywiście kontrowersyjny, choć w dobie Miley Cyrus to już nie wiem. Sądzę, że większość nastolatków uśmiałoby się z poddziadziałego faceta w kiecce i... zasnęło z nudów. To jest kontrowersja, ale na wyższym poziomie, bo tutaj trzeba wiedzieć, trzeba znać postać wykonawcy. Jednak czy to kontrowersja, czy komercja...? Sądzę, że krytycy-spiskowcy od razu wywęszyliby komercję. W sumie każda kontrowersja jest troszeczkę komercyjna, bo ma na celu przyciągnąć widza, lecz nie jak dzisiejsze gwiazdy aktem desperackim, lecz stylem życia jak muzycy z większą liczba lat na karku. Jednak stworzyć tak kontrowersyjny teledysk dotyczący księży właśnie teraz? Strzał w dziesiątkę, czy oko cyklonu? Chyba i jedno i drugie, bo niektórych to zniechęci, a innych wręcz przeciwnie. Choć fani Davida też są wyselekcjonowani, więc chyba zachęci. Zastanawia mnie tylko fakt skąd on miał pomysł na to. Myśląc tak , chcąc tak, a może widząc takie kluby.
Do słuchania też bardzo 'przyjemne', chwytliwe, kojarzące się z Bowiem i nie przerywające się choćby nie wiem co. Końcówka, kiedy David znika, kojarzy mi się z kolażem, trochę dziwnym, może wręcz kiczowatym, ale jednak najlepszym, najciekawszym ze wszystkiego.
Zastanawia mnie też, czemu jest ograniczenie wiekowe na ten teledysk, może żeby zaostrzyć ciekawość i domysły... A może taki był wymóg YouTube. A może oba.
Moim zdaniem strzał w samo sedno ludzkich pragnień. Genialne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz