niedziela, 12 maja 2013

Struktura utopijnej demokracji.

Demokracja jest to wielce utopijne założenie. Obecna demokracja jest tylko ślepym wyborem. Wyborem pomiędzy jedną partią, a drugą. Najgorszym faktem jest fakt oczywisty, że większość ludzi głosuje, albo na "tą partię", albo na tą przeciwną, żeby zaszkodzić tej pierwszej. Tak naprawdę nikt nie jest zadowolony. Nikt nie wybiera, bo wierzy, bo chce. Każdy to robi, bo musi. Powierzanie władzy ludziom, znanym nam tylko z telewizji, czy plakatów jest mocno wątpliwe. Ufanie komuś kogo nie znamy, chociaż myślę, że większość nie ufa. Dlatego jest to tylko utopia. Tylko projekt. Projekt genialny. Ale nie do zrealizowania. Z resztą chyba każdy genialny projekt nie jest do zrealizowania. To tak jak fakt, że gdy coś jest dla wszystkich, jest dla nikogo. I to się naszej demokracji również tyczy. Ok. 16% stanowią dzieci do 15 roku życia. Więc załóżmy, że do 18 roku życia jest to 25%- max. Do tego dochodzą jeszcze osoby, które mają to w dupie i nie głosują, więc zostaje nam jakieś 100%-(25%+25%)= 100%-50%= 50%. Według utopi musimy założyć, że właśnie 50% ze 100% głosuję. Tak więc w dniu wyborów 50% idzie głosować, z czego musimy znów założyć, że co najmniej kolejne 50% z nich nie ma żadnego pojęcia po co tam idzie i na kogo glosować. Przedstawię na liczbach, jak się odbywa głosowanie i wybory.
100%- np. 100
100%- 50%= 50
50%-50%= 25 ( i to jest ciekawy zapis matematyczny)- grupa dobrze prosperujących wyborców.
Zostaje 25%! I to tyle. Głosowanie przyjęte, zatwierdzone. Później w telewizji słyszymy bardzo uproszczone statystyki, które wskazują np.60%. Może utopijna demokracja nie istnieje, ale mogła by być choć trochę lepsza. Ciekawie się robi gdy w to wszystko włożymy jeszcze paradoks Simpsona. A może by tak system zaprojektować matematycznie. Bo zakładam, że matematyka jest najbardziej utopijnym zjawiskiem. Więc może należało by od ścisłej strony, a nie humanistycznej. I wtedy by chyba nastąpiło przebiegunowanie wszystkich znanym prostym ludziom zasad. 
Zastanawia mnie czasem i pewnie innych też jak to się dzieje, że ktoś dochodzi do władzy. Myślę, że musi mieć drobnomieszczańskie poglądy, bo nikt inny by tego nie tolerował. To może my też nie tolerujmy. Może nie mamy utopi, bo jej nie wprowadziliśmy. Zastanawia mnie fakt, czy gdyby jeden człowiek wyszedł na ulicę i założył własną partię, dobrze prosperującą, to czy tłumy, które tego chcą wyszły by za nim, czy nadal śniły o strukturze utopijnej demokracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz