sobota, 23 lutego 2013

Zza kulis Tune

Na sali było pełno dymu. W powietrzu unosiły się tajemnicze zapachy. Niektórzy stali blisko sceny, a inni na końcu sali siedzieli przy stoliczkach i nie zważając na nic dyskutowali na przeróżne tematy. Dziennikarze chodzili nerwowo rozmawiając przez telefon. Było strasznie gorąco.Wyszłam na chwilę do barku. Wracając minęłam się w drzwiach z osobą, dla której tu przyszłam. Czterech muzyków weszło na scenę. Błysnęło czerwone światło przechodzące w różne kolory tęczy. Łyk wody po czym rozległ się pierwszy dźwięk gitary zagrany przez Adama. Czekaliśmy już tylko na jedną osobę. I czekaliśmy. Drugi łyk wody.
Czarna postać weszła na scenę. Ciemna kurtka, ciemne buty i spodnie. Jedynie szalik był ciut jaśniejszy. Chwilę miał wzrok spuszczony na dół, słuchając braw, które rozległy się po jego wejściu. Spojrzał na nas. Miał tak przenikliwy wzrok, że wydawało mi się, że dostrzega nasze myśli. Jakub Krupski najbardziej charyzmatyczny wokalista. Jego głos rozległ się po całej sali, dotarł wszędzie. Nawet jeśli ktoś nie chciał słuchać, nie chciał patrzeć, to nie mógł. To było jak hipnoza stająca się za chwilę niezbędnym tlenem.
Niektórym się podobało, chcieli więcej i więcej, a inni mdleli z nudy.
Sądzę, że był to incydent godny pożałowania i niezbędny do przeżycia...
4 Tune






4 komentarze: