sobota, 7 grudnia 2013

Uwaga! Zmieniam nazwę i adres bloga! Please pay attention!!!!

No tak, nadszedł ten czas i nazwę bloga zmienić trzeba, a ja jak zmieniam nazwę to i adres. Piszę jakbym to robiła ze sto raz, ale tak na prawdę to... pierwszy raz. Od początku założenia tej stronki nazywała się ona coolturalny-tygodnik. i taki miała adres, ale ponieważ robi się tu coraz mniej kulturalnie, a coraz bardziej ekstrawagancko i nieobiektywnie dlatego też i nazwa musi się zmienić. Oczywiście będzie ona również ekstrawagancka i skrajnie faworyzowana. Były plany, aby blog został zlikwidowany, a powstała stronka, ale jak na razie to ten blog zostanie trochę pozmieniany. Będzie(w końcu będzie) więcej mnie z gitarą, obiecuję Wam, że kiedyś, nie długo to nastąpi. Nie będzie, żadnej rewolucji, ponieważ trwa ciągła ewolucja, ale myślę, że się ustabilizowała w miarę, na wiele wyższym poziomie niż początkowy. Będzie nadal muzycznie i filmowo. Ekstrawagancja, nieobiektywizm, najwyższy poziom, geniusz filmowy, lata 80, uzależnienie gitarowe, czapki policyjne, zabawa i kpina- jak najbardziej tak. I proszę zaglądajcie czasem na podstrony, bo tam kurczę też się wysilam! 
Na początku założenia bloga, było tu pełno zasad, było coolturalnie, było mnóstwo tematów tabu, teraz tak nie jest. Robi się niebiańsko, dzięki pewnej trójce ludzi, których naprawdę kocham i najbardziej na świecie chciałabym zobaczyć ich znów razem. Może to dla nich, a może przez moje uzależnienie od gitary.
Panie i panowie witajcie w:

Paradise City

Take me down to the paradise city
Oh, won't you please take me home
Now, this is your home...

niedziela, 1 grudnia 2013

Alphaville, BoneyM, Bad Boys Blue- Epicki koncert, Epicka recenzja.

Ciemno i zimno. Tak właśnie było. I nawet nie tak dużo policji. Kolejka... też nawet nie taka długa, może po prostu z moją znajomą byłyśmy wcześnie. Pierwsze wrażenie: 'Jesteśmy najmłodsze'. A może chciałabym, żeby tak było. Chociaż pojawiło się sporo na prawdę starszych ludzi. Schodziłyśmy na płytę długimi schodkami( strasznie stromymi), w rytm 'Oh Julie' i jakoś mi się to skojarzyło z 'Paradise City' i tym ogromnym stadionem. I te światła. Jak już powiedziałam było ciemno i na zewnątrz, i wewnątrz, jednak co chwilę kilka reflektorów zataczało rundkę i oświetlało mnie od dołu do góry. Czekałyśmy na rozpoczęcie jakieś 40 minut. Po czasie oczywiście. Jak zawsze robiło się gorąco i coraz goręcej, duszno i duszniej, tłoczno i tłoczniej. Wszyscy nerwowo zerkali na wielki zegar odmierzający czas. Dymiarka dostarczała swojego produktu kilkanaście razy na minutę( dużymi partiami), a my stałyśmy praktycznie pod samą scenę, tak więc było duszno, gorąco, ciemno z błyszczącym w oczy reflektorem i teraz także pełno dymu.
A koncert się nawet nie zaczął. Tak, klimat dla zaprawionych i odpornych koncertowo. Mnie się to strasznie podoba...
Pierwszy pojawił się Bad Boys Blue, który był absolutnie niesamowity. Zagrali główne, najbardziej znane utwory, sypnęli w publikę autografami(dosłownie). Na koniec John Edward Mcinerney wziął na scenę swoją małą, może 6-7 letnią córkę! Zdziwił mnie fakt, że była ubrana tak...tradycyjnie w jakąś chyba dzinsową sukieneczkę i biała bluzkę z dużym kołnierzem, do tego jakieś kiteczki. Ładnie. Pomijam fakt, że John ma tak mała córkę... Ale było fajnie, świetnie się bawiła z tatusiem i resztą zespołu. W tym momencie lud się trochę rozruszał, bo wcześniej było tak 'spokojnie'. John próbował zagadać, szpanował swoim kaleczonym: Dziekuje Lodz. Nawet nieźle mu to wychodziło, chociaż jak to ładnie ujął: My Polish is...malutki.
Jako drugi zespół zaszczycił nas Boney M i to było czyste szaleństwo. Nie trudno było się zatracić i oddać w wir 'Rivers of  Babylon'. To było naprawdę niesamowite zobaczyć 'ich'. Gdy cała czwórką weszła na scenę w kolorowych ubraniach, błyskotkach, wszystko zaczęło się świecić i wirować. Publiczność również się ożywiła, jednak mało kto patrzył na zespół, wszyscy bawili się sami, w grupkach, czy jak kto chciał.
Boney. M wykonali także 'No woman no cry' i zrobiło się tak... pokojowo, miłość wypełniła całość ;)
Jedyny mężczyzna w zespole zatańczył taniec z przed Billie Jean.
10 minut przerwy. Można było spokojnie opuścić swoje miejsce i udać się gdzie indziej, a później wrócić dokładnie tam gdzie było się 10 minut temu. Tak też zrobiłyśmy. Pochodziłyśmy trochę w ciągłym i nieustającym, migoczącym świetle reflektorów. Co się tam działo podczas przerwy? Chaos. Niektórzy wchodzili, inni wychodzili, ludzie siadali na środku płyty i grali w różne gry... I dym, naprawdę pełno dymu oraz alkohol.Usiadłyśmy na samym końcu i obserwowałyśmy wszystko niczym zaprawienie muzycy. Nagle, bez żadnej zapowiedzi oczom wszystkich oczekujących ukazał się cały skład Alphaville. Muzycznie- najlepiej, zabawa- najgorsza. I chyba tyle wystarczy co do nich. Po prostu nie potrafią nawiązać kontaktu z publicznością , choć muzycznie było naprawdę świetnie, mocno pozmieniane z ostrymi solówkami.
Wokalista się tak zmęczył( głos miał świetny), że stwierdził, że jak wszyscy piją to on tym bardziej może się na scenie napić. Podobno muzykę i światła było widać i słychać z daleka, poza Atlas Areną, a przechodzący mogli tylko podsłuchać 'Forever Young' i poczuć się jakby byli wewnątrz. W świecie prawdziwej magii.
I tak się stało. Naprawdę tam byłam, a może to był tylko sen, jak powiedział Marian Gold na koniec.
Ale jednak usłyszałam na żywo You're a woman I'm a man, Gotta go home oraz Forever young. Przeniosłam się do tego stulecia, którego tak bardzo pragnę i co najważniejsze przeniosłam się tam z osobą, która również tego chciała, z moją najlepszą przyjaciółką. Niesamowicie! Wspaniały koncert, a raczej była to niezobowiązująca zabawa. Może ostatnia szansa, żeby ich zobaczyć.. Jak byli wspaniali, tak są( Forever Young)
Czekam na Stevens'a( tego to MUSZE dorwać za kulisami;)







czwartek, 28 listopada 2013

Wielki koncert!- Boney M, Alphaville, Bad Boys Blues!

W sobotę w Atlas Arenie w Łodzi odbędzie się koncert trzech starych, niesamowitych i chyba znanych przez wszystkich zespołów. Ktoś się wybiera?
Alphaville, Boney M, Bad Boys Blue
Pamiętacie?




A w niedzielę recenzja :)

niedziela, 24 listopada 2013

Wakacje w kurorcie- recenzja.

Wakacje w kurorcie-  (ang. Private Resort) -amerykańska komedia z 1985 roku w reżyserii George'a Bowersa. Wyprodukowany przez TriStar Pictures

Obsada

  • Emily Longstreth jako Patti
  • Karyn O'Bryan jako Dana
  • Rob Morrow jako Ben
  • Johnny Depp jako Jack Marshall
  • Andrew Clay jako Curt
  • Hector Elizondo jako Maestro
  • Dody Goodman jako pani Rawlings
  • Leslie Easterbrook jako Bobbie Sue
  • Michael Bowen jako Scott
  • Hilary Shepard Turner jako Shirley
  • Jill Selkowitz jako Edna


Dwóch młodych, przystojnych chłopaków przyjeżdża do luksusowego ośrodka wypoczynkowego w Miami na Florydzie. Zasadniczo ich jedynym celem jest dobra zabawa i poznania jakiś dziewczyn. Podczas czterodniowego pobytu wplątują się w aferę z kradzieżą drogiego kamienia, elementu biżuterii jednej z kuracjuszek. Maestro jest sprytnym i dość wyrafinowanym złodziejem, jednak chłopcy głupi nie są. Nie chcę spoilerować, więc nie zdradzę jak się zakończy, ta szalona, ale jakże zabawna gonitwa hotelowa.
Moim zdaniem jest to jeden z lepszych filmów jakie widziałam, oczywiście nie pod względem realizacji 
(technicznej, montaż, itd, która np. do Django, czy Wielki Gatsby nie dorównuje nawet w połowie), ale aktorstwa oraz czystego komizmu. Musze przyznać, że praktycznie przez cały film dusiłam się ze śmiechu, a zwłaszcza przy końcowym pościgu, ciągłym obrywaniu ochroniarza oraz niesamowitym szczęściu głównych bohaterów, a także tej potęgującej wszytko muzyczce w tle. Po prostu ukazanie tak wyraźnych scen komicznych oraz przerysowanych cech i pewnego rodzaju ról społecznych( np. ochroniarza) było świetne. Nie widziałam jeszcze filmu, w którym właśnie role społeczne i pewnego rodzaju warstwy społeczeństwa zostałyby tak dobrze pokazane. Można to spokojnie zaliczyć do geniuszu filmowego. 
Jeśli chodzi o naszego, kochanego Deppa to biorąc pod uwagę, że była to jego druga rola w pełnometrażowym filmie... to wow. Gratulacje dla reżysera( George Bowers), bo wybór Deppa do tej roli był genialny. Jego niewinne i słodkie miny, które jeszcze bardziej drażniły pedantycznego ochroniarza i nadzorce hotelu.Ochroniarza, który wiecznie podsłuchiwał swoich gości. Pasował też na nieprzejmującego się niczym, uwodzącego chłopca. Gdybym miała wybrać najlepszą scenę Johnnego z tego filmu to było by ich wiele, choć nie mogę powiedzieć, że 12:34 nie zapadło mi w pamięci... . I jeszcze oczywiście stara ciotka, która jest idealnym celem dla złodzieja, a po drugiej stronie jego rozpieszczona żona. Wszystko tak jak być powinno. Każdy element amerykanizmu jest... i chyba właśnie to jest piękne. Taki kpiący, niepoprawny humor bardzo mi się podoba. W sumie akcja filmu ogranicza się do komizmu sytuacyjnego, ale także postaci oraz staraniu się o jakąś kuracjuszkę i butelkę Jacka Danielsa. Naprawdę świetny film i Johnny pokazał na co go stać.





Zwiastun





niedziela, 17 listopada 2013

Koszmar z ulicy wiązów- recenzja.

Koszmar z ulicy wiązów-(tytuł oryg. A Nightmare on Elm Street)- amerykański horror z 1984 roku w reżyserii Wesa Cravena. Remake filmu na ekranach amerykańskich kin zadebiutował w kwietniu 2010 roku.

Obsada

  • Heather Langenkamp – Nancy Thompson
  • John Saxon – porucznik Don Thompson
  • Ronee Blakley – Marge Thompson
  • Johnny Depp – Glen Lantz
  • Jsu Garcia – Rod Lane (w czołówce jako Nick Corri)
  • Amanda Wyss – Tina Gray
  • Robert Englund – Fred Krueger


Ulicę Wiązów w prowincjonalnym Springwood zamieszkuje piętnastoletnia Tina Gray, którą prześladują koszmary senne. Wiej snach nawiedza ją mężczyzna w czerwono-zielonym swetrze i starym kapeluszu, o zniszczonej, popękanej twarzy. Jej koszmary stają się coraz bardziej realne. Budzi się w nocy z pociętą koszulą, tak jak to się stało we śnie. W końcu, pewnej nocy dziewczyna zostaje zabita, w dość dziwny sposób i nie do końca wiadomo przez kogo. Świadkiem wydarzenia jest jej chłopak Rod Lane, który automatycznie zostaje podejrzany,a wręcz oskarżony o zabójstwo i zostaje aresztowany. Niestety, niedługo później zostaje on w niewyjaśniony sposób uduszony w więzieniu i w tym momencie można się domyśleć, że zabójca jest nadal na wolności. Chociaż jest, albo i nie jest, bo do końca nie wiadomo, czy nie jest on tylko pewnego rodzaju imaginacją.( bo rzekomy zabójca sam już dawno nie żyję). 
Tego filmu chyba nie można brać dosłownie. Nie wiem nawet, czy napisać, że wszyscy bohaterowie umarli...? Może nie zrozumiałam zakończenia, a może jak już wcześniej napisałam nie należy go brać dosłownie.  Nie przepadam za horrorami, choć ten pochodzi jeszcze z czasów, dobrego, amerykańskiego kina, kiedy to horrory różniły się trochę od tych obecnych i mieszały się lekko z thrillerami. 
Jest to pierwszy film w jakim zagrał Johnny Depp, nieznany jeszcze wtedy dzieciak i wcale nie mający w planach zostać najlepszym i najseksowniejszym aktorem. Tak na prawdę to na casting do filmu poszedł jego kolega, a on był jedynie osobą towarzyszącą, jednak nie umknął reżyserowi fakt, że to on... ma talent.
Właśnie co do talentu to w tym filmie jest go trochę ciężko ocenić, ponieważ Johnny nie miał tam momentów gdzie mógłby pokazać co na prawdę umie, a może jeszcze nie wiedział jak to zrobić. On po prostu tam był, wpasował się w rolę chłopaka pewnej jakże biednej dziewczyny. I całkiem nieźle mu to wyszło.
 Najbardziej rozczarowało mnie zakończenie, bo nie zostało jakoś jasno powiedziane kto był zabójcą, nie wiadomo nawet, czy całość nie była snem. Achhh, to stare kino, teraz już się tak nie kręci, ale to właśnie miało swój urok,choć akurat ze względu na fakt, że był to horror, nie zostałam zachwycona. Jednak jeden motyw powtarza się nie zmiennie: uwięzienie przyjaciół w tym samym miejscu, czy to będzie dom w glębi lasu, czy własny umysł. Momentami mogłam się trochę pośmiać, kiedy to Krueger biegł śmiesznie zakręcając nogami na boki, śmiejąc się upiornie i skrobiąc ciągle tymi pazurami. Jednak warto obejrzeć ten film, bo każdy choć jeden w tym 'stylu' powinien znać i oczywiście warto się dowiedzieć jak wyglądała pierwsza rola Deppa.

Zwiastun






























niedziela, 10 listopada 2013

Moje postanowienia filmowe- czynne i bierne.

Ostatnio nie piszę tyle recenzji co kiedyś, ponieważ oglądam filmy, które jak sądzę nie zainteresują Was. Nie są to najnowsze kinowe produkcje, bo takowych ostatnio nie oglądam, iż uważam, że jak na razie to takie gówno jest w kinie, że nie ma co się męczyć. Absolutnie nie mam przez to na myśl, że moi czytelnicy takiego poziomu filmy lubią, ale jest to zrozumiałe, że recenzja najnowszego hitu przyciąga bardziej niż tego z przed 30 lat. Mam postanowienie, które jest po części zrealizowane, jak większość moich postanowień, żeby obejrzeć wszystkie filmy z Johnnym Depp. Tak... Tak po kolei. Pierwszy i ostatni. I przejść przez całą jego twórczość, żeby móc go w pełni ocenić(choć nie wiem czy potrafię być obiektywna co do niego). 
Widziałam 'Koszmar z ulicy wiązów' oraz 'Jeźdźca z znikąd', który niestety nie wszedł do grona nominowanych w People's Choice. I nie widzę żadnej przepaść, Johnny jak był tak jest najlepszym aktorem i jestem pewna, że to się nigdy nie zmieni. Akurat w swoim pierwszym filmie nie miał zbyt obszernych scen, ale za to w następnym 'Wakacje w kurorcie', można już rzec, że w pełni był tym kim jest teraz, choć jednak jest parę różnic. Był bardziej naturalny, choć granie chłopaków, których jedyną radością była szkoła, czy dziewczyny nigdy nie wychodziło mu najlepiej, ponieważ był zbyt nieśmiały, jednak miał( i ma) zadatki do takich ról. Czasem wydaje mi się jakby ta nieśmiałość po woli z niego wychodziła, może po prostu role jakie grał go zdeterminowały i wydaje mi się, że tylko takie już potrafi grać. Może się mylę, bo widziałam go w paru rolach, gdzie nie był ani wampirem, ani piratem, ani ekscentrycznym kuzynem...no właśnie już wtedy najlepiej pasował do takich ról jak ta w 'Benny&Joon. Czasem wydaje mi się, że najchętniej grał by w filmie nic nie mówiąc, jedynie uśmiechając się i robiąc miny, które wyraża wszystkie uczucia, choć w paru filmach było całkiem inaczej... Tak czy inaczej po wielu dywagacjach sądzę, że obecnie jak i kiedyś byłby w stanie zagrać wszystko i każdego.
A dlaczego w ogóle piszę mniej... ponieważ właśnie ukończyłam jedną stronę internetową, która najprawdopodobniej nie będzie na żadnym serwerze, ponieważ była ona jedynie pewnego rodzaju potrzebnym projektem i była na temat pewnego miasta, a konkretnie Łodzi. Teraz biorę się za tworzenie tej 'docelowej strony' w najnowszym, najlepszym, najwspanialszym programie, aby jego dzieło również takie było. Kiedy to skończę? Nie wiem, ale wiem, że wtedy zapewne 'przeprowadzę' się tam z bloga. O wszystkim powiem, jak to się będzie działo. I właśnie te sprawy mnie tak pochłaniają, że trochę mniej piszę, nawet nie mam czasu na zamieszczenie filmiku jak gram na gitarce.. A jeszcze ten film, w którym gram, na szczęście zdjęcia zostały przełożone na za jakiś miesiąc, ponieważ reżyser chce zimową scenerię i więcej wolnego czasu, którego on( a właściwie ona) też ma mało. Zaproponowałam pomoc w pisaniu scenariusza, ale nie reżyser ma własną wizję, a ja jestem 'tylko' aktorką, tak więc podjęłam decyzję, że napisze własny scenariusz do własnego filmu i może za tydzień powiem Wam o czym to będzie... a pomysłów jest wiele.
Ale się rozpisałam. Może ktoś jest zainteresowany jakąś recenzją muzyczną lub filmową, to pisać, o czym chcecie. I pamiętajcie, że już 29 listopada jest premiera najlepszego filmu 'The Wolf of Wall Street'.
I jak zawsze dyskusja w komentarzach mile widziana i małe pytanie Jak Wam minął ten 'grobowy dzień'?

Oglądaliście? :)


czwartek, 31 października 2013

Wielki powrót Koko! Evolution of Music - Pentatonix! Oraz 1 listopada, czyli Polacy na grobach.

Dziś spędziłam dość dużo czasu szukając materiału, który da satysfakcję moim wiernym fanom, ale pusta, to znaczy byłam dziś twórcza, ale w kierunku muzycznym, filmowym, ale nie blogowym. Wtem, nagle objawiło mi się w internecie genialne nagranie, którym chciałam się z Wami podzielić ;)
Czyż oni nie są niesamowici? Polecam też zerknięcie na inne ich nagrania.


Zbliża się długi weekend. Jestem ciekawa, czy Wy też zauważyliście, że Polacy mają tendencję do 'małych szaleństw' w tym okresie. Trochę mnie to dziwi. Tłumy na cmentarzach, cały ten tłok, ja nigdy nie mogę sie skupić, bo co chwile ktoś mnie trąca. Poza tym osoby wierząc w piątek powinny iść do kościoła, w sobotę na cmentarza, ale to już inna sprawa... Nie rozumiem tylko po co wydawać, aż tyle pieniędzy, słyszałam od jednego sprzedawcy przed cmentarzem, że zarabia około 30 tysięcy w ten dzień! Myślę, że lampka i kwiatek wystarczą. Trzeba do wszystkiego chłodno podchodzić i nie dać się naciągnąć w ten dzień, choć w ogóle nigdy nie wolno działać pochopnie i dawać się naciągnąć. Więc tak tylko na wszelki wypadek apeluję, żeby ten weekend nie upłynął tylko w pogoni za lampkami i innymi festynami, tylko np. w parku, czy w domu z rodziną lub przyjaciółmi.
Dzisiaj moja notka składa się z 3 części. Teraz będzie trzecia- najważniejsza. Powraca na bloga ktoś kogo dobrze znacie, bo parę razy tu gościła i podbiła Wasze serca- Koko- najsłodsza świnka świata i naprawdę bardzo inteligenta. Potrafi wiele sztuczek, nawet umie poprosić o otworzenie drzwi. Tak więc tym razem na dobre powraca cykl sesji Koko, a dzisiaj:









Tyle tylko na dziś. Jak Wam się słodziak podoba? A już nie długo będzie recenzja filmowa, bo o kinie na razie nie mam co pisać, bo chała straszna. Może jakąś płytkę omówię lub coś z polityki....

sobota, 26 października 2013

Najnowszy teledysk Paula McCartney'a z wieloma gwiazdami. Głosujcie na 'naj' filmowe oraz muzyczne.

24 października ukazał się clip teledysku do najnowszego albumu Paula McCartney'a. Całość została nakręcona w studio w Abbey Road. Reżyserem materiału jest Simon Aboud, prywatnie zięć Paula McCartneya (mąż Mary - pierwszego dziecka Paula). W teledysku poza sir Paulem udział wzięli: aktorzy Johnny Depp, James Corden, Jeremy Irons, Jude Law, Sean Penn,Meryl Streep, Alice Eve, Tracey Ullman, Chris Pine, Laura Bailey, wokaliści i muzycy Gary Barlow (Take That), Jack Savoretti i Ariana Di Lorenzo, modelki Kate Moss, Lily Cole i Daphne Selfe (ma 85 lat!), tancerka Tamara Rojo, projektant mody i reżyser Tom Ford, malarz pop-artu Peter Blake (projektował okładkę płyty "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" The Beatles) i producent Giles Martin (współodpowiedzialny za brzmienie płyty "New"), syn legendarnego producenta The Beatles - sir George'a Martina.
Piosenka odnosi się do melodii, którą Paul zapamiętał z dzieciństwa, które spędził w Liverpoolu: "Queenie eye, queenie eye, who's got the ball? It isn't in my pocket. O-U-T spells OUT!".
"Melodia pochodzi z gry ulicznej, w którą miałem zwyczaj się bawić, gdy byłem dzieckiem. Tego typu rzeczy zawsze się do ciebie przykleją. Zawsze lubiłem rytm tej piosenki" - podkreśla Paul McCartney.
Mnie piosenka spodobała się od pierwszych dźwięków. Jestem pełna podziwu, że pomimo wieku Paula jest nadal wspaniałym artystą i potrafi nagrać album o jakim wiele gówniarzy mogłoby tylko pomarzyć. I to jest chyba odpowiedź dla wszystkich, którzy się pytają: W tym wieku to już chyba nie wypada? Teledysk jest bardzo..'sprytny', niby nic, ale właśnie takie teledyski ostatnio budzą największe wrażenie. Niby od niechcenia, po prostu zagrane, a tak na prawdę widać, że każdy element jest dopracowany.
Nie wiem, czy cała płyta jest już oficjalnie dostępna, ale jakoś nie bawem ma być( chyba), w każdym razie niektórych kawałków można posłuchać na: http://www.paulmccartney.com/video. Jestem na prawdę pod wrażeniem. Zapowiada się świetna, odnosząca sukcesy płyta.  Jak Wam się podoba Paul'uś i jego nutki?


Zachęcam Was do głosowania na różne filmowe i muzyczne 'naj'. Nie sugeruje, że wszystko powinien wygrać Johnny, lecz po prostu mam nadzieję, że właśnie przy jego nazwisku zaznaczycie...


niedziela, 20 października 2013

Gra o tron, czyli 6 milionowe odcinki.

Wiem, że recenzji tego serialu są już miliony i to najczęściej pochlebne, a wiec tę notkę nazwę dywagacją, ażeby było choć ociupinkę oryginalniej i przykuwająco uwagę. O produkcji słyszałam dużo i długo. To znajomy to w internecie, każdy coś i każdy tak podekscytowany oczekiwaniem kolejnego odcinka, kolejnego sezonu. A ja zaczęłam oglądać dopiero z jakieś dwa tygodnie temu. Nastawiona byłam oczywiście na hura, ale po obejrzeniu sama nie wiedziałam co sądzić. Trochę się przeraziłam brutalnością, choć chyba bardziej tym, że właśnie ta brutalność mi się podoba, a toczące się głowy i tryskająca krew śmieszy. Oczywiście nie tylko dlatego ten serial mi się podoba. Nie jest to mój ulubiony rodzaj kina, ale fabuła jest ciekawa, choć momentami są lekkie dłużyzny,( ale i momenty pełne napięcia) ale dla fanów tego gatunku z pewnością nie będzie to zauważalne. Właśnie wczoraj skończyłam pierwszy sezon i dwa następne obejrzę na pewno. Wciągnęło mnie to całkowicie. Czemu? Nie wiem. Po prostu, z odcinka na odcinek, jak w nałogu coraz więcej i więcej i coraz więcej przyjemności mi to sprawiało. Jestem pewna, że twórcy dodali jakąś substancję uzależniająca. Czy to kwestia obsady, czy efektów tego jakże niesamowitego budżetu? Chyba obydwa, obsada choć może nie jakoś bardzo znana, muszę przyznać, że bardzo fajna, względy techniczne na najwyższym poziomie. Ogólnie widać genialny pomysł, scenariusz, dobrze dobranych aktorów i władowaną kasę. Co do ulubionych bohaterów to poza Cersei Lannister, jej brata Jaime i syna, każdy jest na swój sposób fajny, a w szczególności Targaryen Daenerys i Snow Jon.
Teraz tak króciutko o fabule serialu, bo nie chcę spoilerować:
Stworzony przez Davida Benioffa i D. B. Weissa dla HBO będący adaptacją sagi Pieśń Lodu i Ognia autorstwa amerykańskiego pisarza George'a R. R. Martina.
Większość akcji rozgrywa się w Siedmiu Królestwach, fantastycznej krainie znajdującej się na kontynencie Westeros. Przypomina wydłużony półwysep, ciągnący się od położonego na południu, słonecznego Dorne, aż po mieszczący się na dalekiej i zimnej północy Mur, osłaniający kraj przed dzikimi i 'innymi'. Od kilkunastu lat, kiedy to po buncie Roberta Baratheona, Aerys II Targaryen („Szalony Król”), został obalony, w Siedmiu Królestwach panuje pokój. Nagle umiera  królewski namiestnik – Jon Arryn. Władający państwem Robert udaje się na północ, aby mianować swym nowym namiestnikiem przyjaciela z młodości i najwierniejszego sojusznika z czasów buntu przeciw Aerysowi, Eddarda „Neda” Starka, potężnego północnego lorda władającego starożytną twierdzą Winterfell.
Serial opisuje dalsze losy najpotężniejszych rodów w grze o tron. Główne rody to: 
  1. Arryn
  2. Baratheon
  3. Greyjoy
  4. Lannister
  5. Martell
  6. Stark
  7. Targaryen
  8. Tully
  9. Tyrell

Jestem ciekawa co moi czytelnicy sądzą o tym serialu, więc czekam jak zawsze na dyskusje w komentarzach :)

niedziela, 13 października 2013

Wielki ekran- czyli na co warto iść do kina, a co lepiej omijać.

Już po raz drugi zajęłam się analizą filmów kinowych. To znaczy zajęłam się publicznie, bo prywatnie to prawie codziennie( nie wiem po co) sprawdzam repertuar.
Może zacznę od tego co mnie całkowicie nie przekonuje, a z pewnością jest to Diana. Nie przekonują mnie film, do których są organizowane konkursy, bo po prostu wyczuwam w tym kolokwialnie mówiąc chałę. Reklamowany jako film dla kobiet. Chyba te zapowiedzi mnie zniechęciły. Wyobrażam sobie nudne, 'kobiece' kino, ale oczywiście mogę się mylić. Następne produkcje, które mnie nie zachwyciły to dwa jakże podobne horrory: Następny jesteś ty oraz Obecność. Nie są to najnowsze filmy, ale w kinach ciągle królują, więc czemu by ich nie skrytykować. Może nie jestem obiektywna, ponieważ nie lubię takich horrorów, lecz mroczny humor Burtona. Wydają mi się podobne pod względem fabuły o uwięzionych ludziach, których coś atakuje. Całkowicie to do mnie nie przemawia, tak jak z resztą te wszystkie filmy o bogach( na ten temat już chyba mówiłam). Jak dla mnie nudne i stereotypowe. I kiedy tak przeglądałam o to takowe filmy, natknęłam się na całkiem zabawną komedię: Wieczni chłopcy. Naprawdę dobry film. Ostatnio pokochałam francuskie kino. Kontrowersyjne, w pewien sposób łamiące jakieś normy społeczne, często opowiadające o zakazanej miłości, z wątkami dużych imprez. Nie wiem jak te filmy są robione, że nie wychodzą jak tandetna komedia dla nastolatków, ale podziwiam. Pojawiła się też ostatnio komedia romantyczna: Czas na miłość. Uważam, że jest bardzo ciekawa poprzez wątek z przenoszeniem się w czasie. Jeśli chodzi o resztę to może mnie nie powaliła, ale na pewno jest w tym filmie coś oryginalnego, tak samo jak Najlepsze najgorsze wakacje. Niby zwyczajny film, ale uwagę przykuwa i można się pokusić o oglądnięcie. Niestety nie miałam jeszcze okazji obejrzeć Grawitacji, więc nie będę jej komentować, ale sądząc po zwiastunie i komentarzach oraz pierwszych powstałych już recenzjach, na pewno znajdzie się na mojej liście. Na koniec trochę posłodzę, moim zdaniem najlepsze filmy teraz będące na dużym ekranie to wyżej już wymieniony; Wieczni chłopcy, Labirynt, Agencie oraz Metallica: Through the Never. Labiryntu po prostu nie mogę nie obejrzeć, ponieważ gra tam jeden z moich ulubionych aktorów Jake Gyllenhaal, pod względem tematyki to może nie do końca moje klimaty, ale na pewno wolę takie filmy grozy, niż tamte horrory. Jeśli będzie dobrze rozbudowany wątek śledztwa, to z pewnością zaciekawi mnie ten film jeszcze bardziej. Może będzie to coś w rodzaju starego dobrego thriller'u, bez tego wszystkiego co obecnie jest serwowane w takich filmach.
Agenci... i tu nie wiem co się ze mną stało, pomimo całej mojej niechęci do kina akcji, muszę przyznać, że ten film zaciekawił mnie na tyle, że już mam zarezerwowane bilety. Może to przez obsadę, którą bardzo lubię, może to przez Marka'a Wahlberg'a, który kojarzy mi się z zabawnym i budzącym kontrowersje "Ted", z poprzedniego roku ( podobno w 2015 ma być Ted 2). Tak to raczej kwestia aktorów jak zawsze, bo fabuła nie jest wielce nadzwyczajna, choć nudna też nie. To może być również kwestia doboru muzyki, która na moją opinię ma duży wpływ, bo jest jednym z czynników, do określenie przez mnie stopnia geniuszu filmowego. Na koniec parę słów o Metallice. Bardzo dobre efekty, fajnie wyreżyserowane i oczywiście obsada niczego sobie...
Co do Wałęsa człowiek z nadziei to nie podejmuje się komentowania...
Zgadzacie się ze mną, lub nie, macie swoje ulubione i omijane z daleka, ulubieni aktorzy, reżyserzy, momenty- czekam na dyskusję w komentarzach ;)

Jak zawsze dla zainteresowanych bardziej: http://www.cinema-city.pl/

I tak bajki rządzą!




niedziela, 6 października 2013

Guns N' Roses- recenzja, artykuł, ciekawostki, pasja.

Guns n' Roses. Nie mogłam się oprzeć napisaniu tego artykułu. Po prostu nie mogłam. Mam nadzieję, że tą notką ściągnę na siebie uwagę wszystkich, którzy kochają ich tak jak ja. Od czego by tu zacząć? Może od składu zespołu, a więc oryginalny skład, w którym zespół podpisał kontrakt z wytwórnią Geffen Records w roku 1986 wyglądał następująco: Axl Rose (wokal), Slash (gitara prowadząca), Izzy Stradlin (gitara rytmiczna), Duff McKagan (gitara basowa), Steven Adler (perkusja). W chwili obecnej Rose jest jedyną osobą z tamtego składu, która nadal pozostaje w zespole( chociaż ja się łudzę, że pogodzi się ze Slash'em, nie nie łudzę się, lecz żyję tą nadzieją). Obecnego składu już nie będę pisać, bo najbardziej mnie interesują tamte lata działalności zespołu, jednak gdyby ktoś był zainteresowany, to wiecie gdzie szukać Wikipedii ;)  Najzabawniejsze jest to, że w obecnych czasach praktycznie co druga nastolatka podaje się za 'fankę' tego zespołu, a nie potrafi wymienić powyższego składu... A propos, ostatnio widziałam dziewczynę, która miała kosmetyczkę z Nirvaną, więc spytałam ją zaciekawiona, czy ich lubi. Spojrzała się na mnie ze udziwnieniem i spytała : A co to Nirvana?!!!!!!! Co się dzieję z dzisiejszą młodzieżą!
Wracając do tematu, to ciężko mi powiedzieć za co ich kocham. Może za to, że za każdym razem kiedy ich słucham wydaje mi się, że żyję w tych czasach, w których tak bardzo chciałabym żyć. Podziwiam Axl'a za coś tak niesamowitego co ma w sobie. I za tupet... Po prostu kocham patrzeć na niego, na ich koncerty, kiedy się zatracają, a jednocześnie mają wszystko pod kontrolą i dają najbardziej legendarne występy. No i oczywiście Slash. Slash, Slash, Slash, ostatnio doszłam do wniosku, że on jest bogiem, bo inaczej nie umiem określić tego co robi z gitarą. Jak dla mnie jest najwspanialszym gitarzystą świata, a ziemia powinna czuć się zaszczycona, że po niej stąpa. Ostatnio słyszałam od jednej osoby, że 'specjaliści gitarowi' ( nie wiem kto to?!) twierdzą, że kawałki Slash'a wcale nie są dobre technicznie, tylko trafiają w gust ludzi. No tak zazdrość jest wszędzie. Co do mojego ulubionego albumu, to będzie z pewnością Appetite for Destruction (1987) oraz  Use Your Illusion I. Właśnie na tych albumach znajdują się moje ulubione piosenki takie jak Paradise City, Nightrain, Sweet child o' mine, Right Next Door To Hell, Perfect Crime, You Ain't The First, chociaż i tak wszystkie kocham z wszystkich albumów. Teraz przyszła pora na tak zwane ciekawostki. Ponieważ nie chcę dopuścić się plagiatu, to zamiast bezczelnie przepisywać polecę wszystkim bloga http://iwouldbeyourself.blogspot.com/, gdzie znajdziecie na ten temat notkę. Moja ulubiona ciekawostka... To chyba taka, że Axl nie nawiedzi sklepów spożywczych oraz, że miał, a może i ma nadal, pewną tendencję do spóźniania się na własne koncerty. Podobno woli siedzieć w hotelu i czesać swoje piękne, mięciutkie włosy. Równie często wdawał się w bójkę ze swoimi fanami, po czym opuszczał scenę krzycząc, że wraca do hotelu. Jeśli poszukacie na YT to są nagrania tych jakże zabawnych wybryków Axl'a. Poza tym był taki czas kiedy chłopcy pili Daniels'a przed każdym koncertem, bo to jednego i palili oczywiście..
A jeszcze jedna sprawa, jeśli chodzi o wszelkie kwestie techniczne, to chcę zdementować wszelakie plotki, jakoby były lepsze pod tym względem zespoły, bo nie ma.
Kilka kawałków do posłuchania, ahhhhh:



































Take me down to the Paradise city, where the Slash is playing and the Axl is singing
I want you please take me home...

niedziela, 29 września 2013

Kanał YT oraz nietypowo 'stosik' na najbliższe dni!

Tak, jest już mój kanał YouTube, że niedopracowany, niedorobiony... tak tak, wiem. Ale najważniejsze, że już jest. Oczywiście, będę go rozwijać, mam nadzieję już jutro zamieścić mój filmik z gitarą. Jak na razie tak zwane filmiki próbne, czyli Koko- moja świnka( obraziła by się, że jest filmikiem próbnym) oraz nagranie zmiany warty w Pradze. Wszystkie filmiki zamieszczane przeze mnie są mojego autorstwa, jeśli będzie inaczej to na pewno uwzględnię to w opisie, jeśli macie jakieś pomysły lub wizje czegokolwiek to piszcie. Będziecie mogli również zapoznać się z moimi playlistami.
Dziękuję wszystkim za ciepłe życzenia.

Praga- zmiana warty.- link mój kanał YT- na więcej proszę cierpliwie czekać, a może jutro się coś ukaże ;)

Teraz przejdę do 'stosiku'. Miałam tak nie pisać, bo sądzę, że to już troszkę śmieszne, ale co tam. Tak więc mój stosik na dziś:

  1. Dan Drewer i Indianie- przeczytane.
  2. Blondynka u Szamana- będzie przeczytane 
  3. Wierzenie i rytuały indiańskie- czytam
  4. Czarownica piętro niżej- będzie przeczytane
  5. Nawiedzony dom- będzie przeczytane
  6. David Bowie- biografia- czytam
  7. Paul McCartney- życie- czytam
Nr 1 na liście właśnie skończyłam czytać. Autorem książki jest Adam Bahdaj, ale książka bynajmniej dla dzieci nie jest. To znaczy młodsi mogli by ją przeczytać, ale po prostu by nie zrozumieli i zasnęli w połowie. Jest to western opowiadający o losach pewnego, świeżo upieczonego kuriera i jego przyjaciół. Główny wątek jest w sumie wątkiem z lekka kryminalnym oraz dotyczącym wiecznych konfliktów białych z Indianami. Książka jest na prawdę wciągająca, a akcja rozbudowana, ale jasna i czytelna. Polecam każdemu kto kocha westerny tak jak ja!

Nr 2 nie czytałam, ale słyszałam tyle dobrego, że czuję się jakbym czytała. Co tu dużo mówić, najlepsza książka dla ludzi zaciekawionych szamanami i szamanizmem oraz przekroczeniem granicy pomiędzy światem żywym, a światem duchów. Nr 3 podobny, z tym, że bardziej są przedstawiony aspekty techniczne, to znaczy jak dokładnie rzuca się zaklęcie lub odprawia mistyczne czary. Przeciekawa książka!

Nr 4 oraz 5, hhhmmm, wiem, że te książki są bardziej dziecinne, ale na pewno nie w znaczeniu infantylne. Niektórzy po tytule i autorze wyciągają pochopne wnioski. Obydwie bardzo mnie zaciekawiły tematyką troszkę burtonowską( którego kocham), dlatego są na mojej liście. Poza tym już kiedyś czytałam inne książki tych pisarzy i bardzo mi się podobały. Ciekawią mnie książki o skrzypiących strychach i strych, tajemniczych ciotkach. Choć muszę się przyznać, że ostatnio mam taką mała obsesję na punkcie westernów
( ppfff, 'ostatnio', kogo ja chce oszukać, od zawsze chciałam żyć na Dzikim Zachodzie).

Nr 6- to chyba nie muszę mówić dlaczego czytam. Czytam, bo kocham. Kocham Davida Bowie, jego głos, jego wygląd, jego styl bycia. Oprócz tego w trakcie czytania biografii utwierdzam się jaki to on jest inteligenty ( moim zdaniem) i, że można o nim powiedzieć, że jest artystą z prawdziwego zdarzenie. Natomiast Nr 7 czytam, ponieważ cenie sobie twórczość The Beatles i wydaje mi się ciekawym dowiedzieć się jak doszło do tego, że stali się legendą. Książka zawiera też tematy nie związane z zespołem, tylko życiem Paul'a, które są moim zdaniem w całym tym rock n' roll' owym szaleństwie dość spokojnie opisane.
Poza tym moja najlepsza przyjaciółka szaleńczo go kocha więc siła rzeczy jakoś tak wyszło ;)


Ktoś by chciał taki pokój?





piątek, 27 września 2013

Urodziny! Urodzinki! Urodzinowo! oraz Roczek!

Dziś rano, włączyłam komputer, Google, a Google urodzinowe. Rozejrzałam się, czy gdzieś w moim domu nie ma tajnej kamerki, a może ktoś mnie obserwuje... Bo czemu Google są przystrojone i gotowe do urodzinowej zabawy? 27 września, dzień spełniania marzeń, dzień prezentów, słodkości i śmiechu- dzień moich urodzin. I jak się okazuje dzień urodzin Google :) Muszę przyznać, że to były na prawdę piękne urodzinki. Dziękuję wszystkim za prezenty oraz życzenia. Szczególnie dziękuję Wam dziewczyny za wspaniały wieczór. Świetna zabawa na kręgielni i zasłodzenie do nieprzytomności w jednej z najdroższych kawiarni. Dzięki!  I jestem starsza. Dzień dobiega końca, ale jeśli wierzyć, że jakie urodziny taki cały rok, to już nie mogę doczekać się jutra.  To dziś tylko taka mała, urodzinowa notka, a już jutro... kanał YT. Mam taką nadzieję, chyba, że znów wydarzy się coś nieprzewidzianego. Trzymajcie rękę na pulsie, aby być pierwszymi komentatorami. Zachęcam do głosowania w sprawie naszych kochanych chłopców, bo to już ostatnia chwila. Na koniec dodam, że jakoś około tego czasu, rok temu powstał Coolturalny-tygodnik. Trwa do dziś, z dnia na dzień się rozwija, mam nadzieję, że kochacie go tak jak ja go kocham. Także dziś świętuję podwójne urodziny. Roczek minął. Najlepszego coolturalny.. oraz wszyscy fani, oby w kolejnym roku mój blog i przyszły kanał wciągnął Was jeszcze bardziej.
I mogę tylko życzyć wszystkim, aby mieli tak wspaniałych przyjaciół jakich ja mam.

Shakin Stevens- Rockin' with Country- westerny i country...na piątkowy wieczór i cały weekend.









niedziela, 22 września 2013

Johnny Depp, Leonardo DiCaprio, Johnny Depp i Leonardo DiCaprio, czyli recenzja niekonwencjonalna.

Beksa( Cry baby)- jest to amerykańska komedia-musical, film satyryczny z 1990 roku. Wade Walker zwany "Beksą"( Johnny Depp) jest sierotą z bandy 'złych chłopców' noszących czarne kurtki. W przychodni podczas robienia zastrzyków zakochuje się w dziewczynie z elity społecznej, również sierocie Allison Vernon-Williams (Amy Locane) . Zaczyna się ich wielka miłość. Film tylko dla widzów z poczuciem humoru, interesujących się i lubiących tamte lata. Bardzo dobre sceny muzyczne, jak i nieskomplikowana, lecz na prawdę wciągająca fabuła. Gra Johnny'ego Deppa była świetna. Można nareszcie ujrzeć jego piękną twarz( jak to powiedział Jimmy Kimmel ) bez makijażu, genialnie śpiewa i gra na gitarze. Prawdziwy rock 'n' rollowy film... z humorem. 

 

















Chłopięcy świat (ang. This Boy's Life) - amerykański dramat z 1993 roku w reżyserii Michaela Caton-Jonesa. Film opowiada o losach rozwódki Caroline Wolff( Ellen Barkin) i jej nastoletniego syna Toby'ego
(Leonardo DiCaprio), która wciąż przeprowadza się w inne miejsce. W końcu w Seattle poznaje romantycznego i uprzejmego mężczyznę- Dwight Hansen( Robert De Niro), do którego się wprowadza i bierze ślub. Jak się okaże będzie on miał pewne problemy psychiczne, które zacznie uzewnętrzniać na swoim przybranym synie. Gra Dicaprio była na prawdę dobra, z resztą on już chyba przywykł do dramatów, więc... Film bez rozmachu, proste ujęcia, ale ciekawy, może nie do końca w moim stylu. Na pewno wciągający. W brew pozorom nie jest bardzo ciężki.


















Co gryzie Gilberta Grape'a (ang. What's Eating Gilbert Grape) – amerykański film z 1993 roku w reżyserii Lasse Hallströma. Scenariusz do filmu napisał na podstawie własnej książki Peter Hedges.  
W małym miasteczku Endora, w stanie Lowa w USA mieszka Gilbert Grape (Johnny Depp). Od czasu samobójstwa ojca w piwnicy jest zmuszony do utrzymywania całej rodziny- dwóch sióstr, chorobliwie otyłej matki oraz upośledzonego psychicznie brata- Arnie Grape( Leonardo DiCaprio). Pewnego dnia przez miasteczko przejeżdża konwój wozów z przyczepami campingowymi. Jedno z aut uległo awarii, dlatego właścicielki - Becky (Juliette Lewis) oraz jej babcia muszą pozostać w miasteczku do czasu naprawy. Gilbert i Becky przypadają sobie do gustu. Film znalazł się już na liście moich ulubionych filmów i na pewno nigdy z niej nie zniknie. Zachwyciła mnie amerykańska preria i niekończące się drogi np. w scenie otwierającej film. Bardzo odważny pomysł( brawa dla aktorki) pokazania choroby otyłości. 
Johnny Depp zagrał idealnie, tak to mogę ująć  Pasował do takiego klimatu jak nikt. Znowu możemy zobaczyć jego twarz, co obecnie zdarza się coraz rzadziej. Ujęła mnie jego troska i opiekuńczość nad Arnie, jak i resztą rodziny. Wspaniale.
Leonrdo Dicaprio, pomimo młodego wieku już wtedy przejawiał zdolności aktorskie i to do niełatwych ról. Gra chłopca chorego psychicznie wyszła mu znakomicie, miał dopracowany każdy ruch, każde spojrzenie
( na które jak dużej się popatrzyło to było widać jego naturalny, inteligenty błysk). Wspaniale.



Kto był lepszy ?
Sami zdecydujcie w głosowaniu.
Johnny Depp vs. Leonardo DiCaprio
( Głosowania szukajcie na prawym, bocznym pasku oraz piszcie w komentarzach co sądzicie o tych trzech niesamowitych filmach).

Teraz poza tematem. W sobotę rano okazało się, że moja beznadziejna firma, która dostarcza mi Internet, ma awarię i nie mam Internetu. I tak jest co miesiąc, więc, żeby nie pogrążać najgorszej firmy na rynku, nie powiem, że jest to Dialog...
Recenzje, na szczęście, już dziś udało mi się napisać, ale bywa, że awaria trwa i tydzień, a oni mają to w d...
Mam nadzieję, że mój kanał YT ukarze się w przyszły weekend. Wszystkich oczekujących proszę o cierpliwość i trzymanie ręki na pulsie.









piątek, 20 września 2013

Ja w filmie, kanał YT, niekonwencjonalne recenzje- to wszystko nadchodzi!

Mam nadzieję, na prawdę ogromną nadzieję utarcia wszystko nosa, czyli wprowadzając w życie mojego kanał YouTube, już w tym tygodniu. Do pracy zabieram się jutro, więc może już w ten weekend, będziecie mogli zobaczyć, podzielić się oraz polubić jakieś ekstrawaganckie, kontrowersyjne filmiki. Póki co w niedziele ukaże się niekonwencjonalna recenzja, a w sumie trzy recenzje, z małym głosowaniem do ich tematu. Będzie ciekawie! Mam dla Was kolejną pozytywną( jak mam nadzieję) informację. Już w następny weekend zaczynają mi się zdjęcia do filmu. Zdradzić mogę tylko, że będzie to dramat, film psychologiczny z lekka i horror zarazem. Zdjęcia mogą się opóźnić, ponieważ jak na razie reżyser, jak i operator( jak i ja po części) są chorzy. Tak jesienny katar zmógł nawet artystów ;) Będę Was o wszystkim informować na bieżąco, jeśli będzie dużo komentarzy w nadchodzących postach i będziecie mnie często odwiedzać, to może będzie bonusik w ramach backstage. Premiera filmu, bóg wie kiedy, ukaże się na moim kanale YT.
Może jakaś piosenka na dziś. Wnioskując z tego, że jestem zakochana w westernach, preriach i pewnym filmie, powinno to być coś w stylu pieśni starego, upitego kowboja z saloonu, ale, że kocham luksus, pieniądze i wszystko co się z tym wiąże oraz The Wolf of Wall Street, to dziś wylezie ze mnie ta strona.



Nie myślcie, że słucham takiej muzyki, jest to po prostu soundtrack z powyżej wymienionego filmu. Tak pasujący do klimatu.


wtorek, 17 września 2013

Zaczynam tworzyć banery, November Rain oraz koncerty w Polsce!

Zacznę od tego, że w najbliższym czasie( jak mam nadzieję) pojawi się wiele pozytywnych zmian. Zakładam swój kanał na YouTube, gdzie będziecie mogli zobaczyć każdą piosenkę, lub solo w moim wykonaniu, jakie jestem w stanie zagrać na gitarze. I temu będzie on przede wszystkim poświęcony. GITARZE, oczywiście także muzyce jako takiej oraz kinie. Będziecie mogli tam znaleźć moje recenzję w formie 'wizualnej'. Może zdarzą się jakieś śmieszne, lub improwizowane nagrania z różnych wydarzeń, w jakich będę uczestniczyć. Mam nadzieję, że pierwszy filmik pojawi się już we wrześniu. Oprócz tego, zaczynam tworzenie banerów internetowych ( blogowych), jak ogarnę ten temat, to mile widziane będą prośby oraz pytania o pomoc( jeśli np. chcecie ode mnie na zamówienie taki banerek. Powiem Wam jak już zacznę przyjmować zgłoszenia). Mogą się również pojawiać nowości na moim blogu. Nowości techniczne i gadżety oraz projekt własnego szablonu. To tyle jeśli chodzi o względy techniczno-wizualne. Jestem ciekawa jak Wam się podoba obecny szablon?
Cały dzień padało. Nie przepraszam zalewało nas z nieba, więc jakoś od razu na myśl przyszła mi ta piosenka, choć listopada jeszcze nie ma.


Mam sporo pytań do Was :) Mam nadzieję, że w komentarzach rozwinie się dyskusja, a może nawet spór...
Wybieracie się na jakieś koncerty? Ktoś może ma w planach Shakin Stevens'a, który będzie nas gościł w lutym, a może odtwórcy The Doors lub Joe Bonamassa? Poza tym co sądzicie o koncertach i festiwalach w Polsce, macie ulubione lub znienawidzone? I ostatnie pytanko; Czy Miley przegięła? Jestem ciekawa waszej opinii. 
To dziś tak bardziej dyskusyjnie, a już w niedzielę następna recenzja filmowa.
Wszystkim, którzy tak jak ja kochają Guns 'n' Roses chciałam polecić bloga na ich temat-
 I would be yourself.  Znajdziecie go także w moich 'The top blogs'.

It's my Paradise City...