piątek, 28 grudnia 2012

Duch starego woźnego

Prolog
Nad wsią szalała straszna wichura. Bombki na choince gospodyni dygotały jakby przestraszone wydarzeniami nocy. Na niebie było widać tylko kilka gwiazd i poblakły księżyc. Pełnię. Co jakiś czas przez główną wiejską szosę przejeżdżał samochód, zazwyczaj z tutejszą rejestracją. Tylko czasami zdarzało się ujrzeć inną, co budziło wśród mieszkańców wszechstronną ciekawość. Lasy iglaste, dominujące tu, szumiały niczym największy górski wodospad. Nie było zimno, ale przyjemnie też nie.
Julia, Łukasz i Piorun wymknęli się już dawno z uroczystej kolacji i szli szybko pod górę, w stronę szkoły.
- A może trzeba iść na Łysą Górę?- spytał nieśmiało Piorun.
- Co ty! Jak?! Jak baby nas zobaczą to po nas.- krzyknął ostatnie słowa Łukasz.
Przyjaciel przełknął tylko ślinkę.
- Mnie się też wydaje, że trzeba tam iść.- mruknęła po chwili Julia.
- Ale którędy? Górami?
- Chyba tak...
Wszyscy troje spojrzeli na wysokie, porośnięte lasami góry. Nawet nie mieli szans.
Po 5 minutach doszli do szkoły. Nie dużego budynku. Zbudowany z kamienia. Była to chyba najpiękniejsza i najbardziej mroczna szkoła zarazem. Z placem zabawa i nowoczesnym boiskiem. Wydawała się być piękną, może prócz słupa z prądem, który przebiegał centralnie przez plac szkoły.
- Jestem- szepnął do nich Matthews.
- Dobrze, to co idziemy- szepnęła Julia, lecz po chwili krzyknęła przerażona widokiem w szkole.
I nawet choćby chciał jej krzyku nikt nie usłyszał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz