piątek, 14 grudnia 2012

Cabin in the woods

Drewniane schody skrzypiały pod stopami Lissy. Dziewczyna kierowała się na strych. Było to najwyżej położone miejsce w całym domu. Miało tylko jedno małe okienko. Pełne szpargałów i starych książek. Zamieszkane przez pająki, oblepione pajęczynami.
Mroźny wiatr hulał po całym domu, wydobywając się właśnie z tego nieszczelnego okienka.
Zegar wybił dziesiątą . Stukanie rozległo się i dotarło do wszystkich zakamarków, następnie przeniknęło w las. Panowała idealna cisza. Było tak ciemno, że Lissa musiała iść po omacku. 
- Hej, Beck zapal tu światło- szepnęła i weszła do pokoju chłopaka. Beck spał. Przykryty kołdrą wyglądał uroczo. Oddychał bardzo spokojnie.Lissa nie zapaliła światła. Podczas nocy polarnej, gdy ktoś spał nie wolno było tego zmieniać. W tym okresie nie łatwo o miły sen. Po cichu wyszła z pokoju. Przy drzwiach potknęła się o czarną pelerynę.
- Jaki on tu ma bałagan- stwierdziła i wyszła na schody. Będąc już przy strychu zapaliła małą świecę i weszła tam. Pochłonęło ją to na 5 minut, po czym zgasiła świece i pośpiesznie zaczęła schodzić po schodach. 
- Jestem- szepnęła- mam ją.
- Jest noc polarna, są straszne opowieści- powiedział Fran, czekał na nią w salonie. Usiedli na kanapie przed kominkiem,od którego bił blask i ciepło.
- Becka śpi?- spytał Fran.
- Tak- odpowiedziała Lissa- W sumie to trochę dziwne, że zawsze czytamy ta księgę podczas nocy polarnej.
- To zróbmy coś innego- te słowa przyjaciela zabrzmiał trochę dwuznacznie- Twój tata ma dyżur?- spytał.
- Tak,a w piątek jest zabawa taka yyyy no, jakby to powiedzieć country, szeryf itd.
- Fajnie
- No też to lubię.
Fran podszedł do kuchni i wyjął z szafki butelkę whisky.
- No, dobry ruch- skomentowała Lissa.
Fran pociągnął z butelki duży łyk, przetarł rękawem i podał butelkę przyjaciółce.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz