wtorek, 4 grudnia 2012

Cabin in the woods

-Trzecia, czwarta, piąta- liczył muszelki Fran.
- Patrz ta jest ogromna- Lissa schyliła się po dużą białą muszlę, w której nagle ukazała się lepka, ciemna, mazia.
- Fuuj, jakieś żyjątko, dość obślizgłe- mruknęła i odrzuciła muszelkę, nie chcąc zakłócać spokoju jej domownikowi.
- Ale pięknie- mruknął Fran, a Lissa przytaknęła.
Szli wzdłuż brzegu nieuczęszczanej plaży. Było dość zimno(jak przeważnie jest w Islandii, zwłaszcza przy kole biegunowym) i wietrznie. Z ich lewej stronie znajdował się wysoki klif, a po drugiej stronie rozciągało się bezkresne Morze Grenlandzki.
Przyjaciele pomimo zimna po łydki brodzili w wodzie. Było nieskazitelnie mroźno. W oddali było widać prom płynący z wycieczką i małą łódź rybacką. Wiadomo było, że w łodzi siedział stary marynarz- Jack i jego pomocnik, młody rybak z nadmorskiej rodziny- Pete. Niebo było granatowe i ścierało się z wodą tego samego koloru. Jednak słońce przebijało się dość mocno. Właściwie zachodzące słońce na 6 miesięcy...
- Patrz zachodzi, daj aparat- Fran pospiesznie wyjął aparat z czerwonej kurtki Lissy i podał jej. W okienku aparatu ukazało się do połowy schowane już słońce. Tylko ono rozświetlało już mrok, który zapanował wokół nich. 
- Latarka- wypowiedzieli to magiczne słowo, niezbędne w tym klimacie, po czym jażeniówka padła na niebieskie oczy Lissy,a jej cera wydała się jeszcze bladsza.
- Nie w oczy- mruknęła.
Widok w okół nie był już tak ekscytujący ile przerażający.
- Dobra wracamy- stwierdził Fran- Nie wiem tylko jak będziemy żyli w takim stresie, że ktoś, lub coś nas napadnie przez pół roku!
- Dowiemy się, co to robi i ukarzemy to- rzekła Lissa głosem niczym z horroru w scenie głównego ataku.
- Dobrze- zgodziła się Fran jak małe dziecko, posłusznie i potulnie.
Przyjaciele zaczęli iść w kierunku lasu za wydmami, w którym jest ich dom.
Zapadła noc polarna na 6 miesięcy. Kto się zdążył schować, a kto nie...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz