sobota, 3 listopada 2012

Cabin in the woods

- Witam o poranku!- krzyknął entuzjastycznie Beck.
- mmm, poranku?- spytał z niedowierzaniem Fran.
Becka spojrzał się na nich trochę pytająco, a trochę olewczo i ruszył po płatki czekoladowe.
- Wiesz jest 14:00 po południu, rozumiemy, że jesteś zmęczony podróżą z Kanady, ale... poszedłeś spać od razu jak się zrobiło ciemno. Na pewno nie jesteś chory?- wydusiła jednym tchem.
- Nie jest ok- mruknął w odpowiedzi.
-O, to super pomożesz mi przy zabawie.- zaproponował mu Fran.
- Jakiej?
- Co roku Raufarhöfn organizuje Halloween, więc...
- Co?! Halloween- rzucił nagle płatki i spytał oburzony- Nie mówiłaś mi tego Lissa!
- Yy nie wiedziałam, że aż tak cię to obchodzi- odparła.
- Kiedy to jest?- spytał znów Beck.
- Jutro- powiedział spokojnie Fran przełykając obiad.
- Co miał bym zrobić?
- Wiesz, może to zabrzmi śmiesznie, ale czy możesz się przebrać za wilkołaka?- spytała.
Beck z wrażenie zachłysnął się mlekiem.
- Ja- wydukał w końcu w ciągłym szoku.
- No- uśmiechnęła się dziewczyna.
- No bo co zawsze ktoś straszy maluchy...- wyjaśnił mu przyjaciel.
- Aha, a one tego chcą?
- A kto je tam wie, czego one chcą, ale zabawę mają, to co.
- Jutro spytał znów, a czy jutro przypadkiem nie jest pełnia?
- No może, a co?- spytał zaintrygowany Fran.
- Nie no nic, ale dzieci nie będą się zbyt bały, jeszcze pomyślą, że naprawdę jestem wilkołakiem.- zaśmiał się nerwowo Beck, ale nikt mu nie zawtórował.
- ej, wyluzuj, to tylko dzieci- przekonała go Lissa..
- W takim razie... zgoda


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz