sobota, 24 listopada 2012

Cabin in the woods

- Oooo- westchnęła Lissa.
- Ale wyszło- stwierdził z zadowoleniem Fran i zaśmiał się lekko.
- Jakie straty?- spytała znów Lissa.
- Zobaczmy...- Fran wszedł na scenę i pociągnął za sobą przyjaciółkę.
- Nie tak źle- stwierdziła.
Ze sceny było widać cały plac przed ratuszem w niewielkim miasteczku. Chwilami można było nawet dojrzeć morze schowane za czymś co było podobne do wydm- lecz występujące na pograniczu tajgi, a tundry. Na pewno można było usłyszeć fale, które co chwile z łoskotem rozbijały się o wysoki klif i spokojnie podmywały niższą część plaży. Na placu wiatr kłębił plastikowe kubeczki, balony i okruchy z ciast i ciasteczek. Było pusto. Tylko Lissa i Fran stali na scenie po hucznej zabawie.
- Gratuluje- zwrócił się przyjaciel do współorganizatorki.
- A ja tobie- odpowiedziała uśmiechem i dodała- Fajnie, że jesteśmy organizatorami, ale...
- Nie mogliśmy się pobawić- dokończył za nią i oświetlił jej twarz latarką jarzeniową.
Z boku ta scena mogła wyglądać co najmniej mrocznie.
- Pozwoli Pani- ukłonił się Fran przed Lissą i podał jej dłoń.
- Oczywiście- odpowiedziała lekkim ukłonem i złożyła swoją dłoń na jego.
Zaczęli tańczyć na pustej scenie. W oddali było słychać szum morza mieszany z odgłosami nocnego ptactwa. Z malutkiego odtwarzacza po, którego nikt się nie zgłosił po imprezie unosiła się lekko piosenka Mad World, a rytm nadawał wiatr, który usilnie mierzwił im włosy.
- Zasługujemy na jeden taniec z osoba, którą lubimy i nie jest potworem- zaśmiała się Lissa, bo tylko oni byli ubrani w ciepłe ubrania, a nie przebrania. Mieli na sobie szare bluzy, z guziczkami przy szyi, stylowe i dość drogie, materiałowe spodnie i wyższe buty.
- Nie boisz się- spytał Fran, który sam był trochę przestraszony tym, że są sami w nocy daleko od domu.
- Masz rację, powinniśmy wracać.
Nagle zza drzew usłyszeli wręcz przerażający skowyt.
- O nie, znowu- jęknęła dziewczyna. Przestali tańczyć, na chwile zastygli w objęciu sparaliżowani strachem.
Pierwszy odważył się Fran pociągnął ich za scenę w nadziei, że cokolwiek to było nie zauważy ich tam.
- Tędy możemy przejść do auta- szepnęła Lissa wskazują na niebieską furgonetkę. Zaczęli biec do auta.
- Czekaj- krzyknął nagle Fran- Może tam się coś, może ktoś potrzebuje pomocy.
- Jeżeli tam się coś stało, a sprawdza tak zawył, to ofiara nie potrzebuje pomocy, tylko modlitwy- krzyknęła w płaczu Lissa i drzwi do auta zatrzasnęły się. Ruszyli do domu.
Na scenę z nikąd spadła czarna płachta i całkowicie ja zakryła. Lissa spojrzała w lusterko furgonetki i zobaczyła, że całe niebo jest słodko- waniliowe...

2 komentarze:

  1. Piszesz bardzo fajne i ciekawie, aż chcę się czytać!:)
    Czy myślałaś kiedyś o tym aby zostać pisarką?

    OdpowiedzUsuń