piątek, 16 listopada 2012

Cabin in the woods

Sssss- rozległ się twinkle świecy. Piwnica lekko rozświetliła się blado- żółtym światłem. Wszystko stało na swoim miejscu, chyba. Przyjaciele nie byli tego pewni, ponieważ nie schodzili do podziemi zbyt często. Było tam wilgotno, pełno starych przerażających rupieci, a do tego nie było elektryczności. To ostatnie zdarzało się też odczuć na górze- w domu, jak i wszystkim mieszkańcom małego miasteczka w północnej Islandii.
- Musimy tu posprzątać- powiedział w końcu Fran.
Lissa przytaknęła, podeszła do małego okienka, które ledwo mieściło się w wysokości podziemi.
- Mmmm- mruknęła i podskoczyła, nie mogła dosięgnąć. Przyjaciel podszedł i uchylił okno. Srebrny blask księżyca zmieszał się teraz z ziemskim światłem świecy.
- Chyba muszę to powiedzieć tacie- stwierdziła spokojnie Lissa.
- Słuchaj to trochę dziwne, ktoś włamuję się nam do piwnicy i nic nie kradnie i... zaraz a jak ten ktoś wyszedł, przecież jedyne wyjście to, albo klapa przez, którą weszliśmy, albo okno- analizował Fran.
- A było zamknięte- dodała Lissa- Musimy wracać na imprezę, zaraz mamy wystąpić.
- Racja, zadzwoń do taty.
Światło telefonu zmieszało się teraz z pozostałymi odcieniami.
- Tato, mieliśmy kolejne włamanie, nie nic nam nie jest, własnie nie wiemy gdzie jest Beck, tak przyszliśmy po niego ale go nie było, dobra już wracamy na party, przykro mi, jedna osoba tylko. Pa- skończyła rozmowę.
Wyszli z piwnicy ruszyli do kuchni, żeby napić się wody. Fran wziął z blatu przezroczystą szklankę i zaczął w nią nalewać wodę. Poczuł, że szklanka jest jakaś śliska.
- Aaaaaaaa- krzyknęli teraz oboje, a Fran upuścił szklankę, która zalana przez wodę rozbiła się na milion małych kawałków. Lissa podbiegła do niego i zaczęła płakać.
- Tak- krzyknął nagle głos zza ich pleców- Hahaa wystraszyliście się co- zaśmiał się Beck.
- To twoja sprawka- spytała Lissa.
- Tak, a to nie żadna krew, jak pewnie pomyśleliście, ale zwyczajna farba, która kupiłem w kiosku. No co w końcu Halloween, sorry nie wiedziałem, że aż tak was do wystraszy- zdziwił się współlokator.
- Wiesz może byśmy się tak nie bali jakby nie ostatnie 'przygody'- powiedział Fran.
- Zaraz- zaczęła Lissa- byłeś tu cały czas?
- Nie, byłem na zabawie, przyjechałem jakieś 5 minut temu nie było was więc wpadłem na pomysł zrobienia wam żartu.
- No to ci się udało- odparł Fran- A po co i czym tu przyjechałeś?
- Dzięki, a podwiózł mnie tu jakiś wiejski gościu, chyba jest fryzjerem, nie znam tu wszystkich, ale tak mi się wydaje,a przyjechałem, bo was szukałem, właśnie zaraz macie występ. To co jedziemy?- spytał uśmiechając się do nich.
- Tak jasne- odparli chórem i zaczęli iść do drzwi.
- Chwile- odwróciła się napięcie Lissa- tata mi powiedział, że doszło do kolejnego zabójstwa, zginęła jedna osoba...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz