środa, 28 listopada 2012

This time to Muppets show tonight...

The question is what is a mahna mahna?
The question is who cares?
Najlepsza komedia, pełna radości i pozytywizmu.
Ozdobiona zielona żabą i piękną świnką...
Świetna jest loża ''dziadków'', którzy zawsze mają coś do powiedzenia.
Każdy może dostrzec siebie wśród Muppetsów, bo są one odzwierciedleniem ludzi, ukazaniem ich cech, często bardzo zabawnych. Naprawdę zabawne i niepowtarzalne show stworzyły Muppety...:)

niedziela, 25 listopada 2012

Dzień Pluszowego Misia...:)

Dziś 25 listopada jest Dzień Pluszowego Misia i wszystkich misiów. Pamiętajmy o wszystkich misiach. Misie są kochane i to właśnie o nich należy pamiętać. No co tu dużo pisać. Najpiękniejszy dzień.
Dla wszystkich misiów i Ciebie....

sobota, 24 listopada 2012

Cabin in the woods

- Oooo- westchnęła Lissa.
- Ale wyszło- stwierdził z zadowoleniem Fran i zaśmiał się lekko.
- Jakie straty?- spytała znów Lissa.
- Zobaczmy...- Fran wszedł na scenę i pociągnął za sobą przyjaciółkę.
- Nie tak źle- stwierdziła.
Ze sceny było widać cały plac przed ratuszem w niewielkim miasteczku. Chwilami można było nawet dojrzeć morze schowane za czymś co było podobne do wydm- lecz występujące na pograniczu tajgi, a tundry. Na pewno można było usłyszeć fale, które co chwile z łoskotem rozbijały się o wysoki klif i spokojnie podmywały niższą część plaży. Na placu wiatr kłębił plastikowe kubeczki, balony i okruchy z ciast i ciasteczek. Było pusto. Tylko Lissa i Fran stali na scenie po hucznej zabawie.
- Gratuluje- zwrócił się przyjaciel do współorganizatorki.
- A ja tobie- odpowiedziała uśmiechem i dodała- Fajnie, że jesteśmy organizatorami, ale...
- Nie mogliśmy się pobawić- dokończył za nią i oświetlił jej twarz latarką jarzeniową.
Z boku ta scena mogła wyglądać co najmniej mrocznie.
- Pozwoli Pani- ukłonił się Fran przed Lissą i podał jej dłoń.
- Oczywiście- odpowiedziała lekkim ukłonem i złożyła swoją dłoń na jego.
Zaczęli tańczyć na pustej scenie. W oddali było słychać szum morza mieszany z odgłosami nocnego ptactwa. Z malutkiego odtwarzacza po, którego nikt się nie zgłosił po imprezie unosiła się lekko piosenka Mad World, a rytm nadawał wiatr, który usilnie mierzwił im włosy.
- Zasługujemy na jeden taniec z osoba, którą lubimy i nie jest potworem- zaśmiała się Lissa, bo tylko oni byli ubrani w ciepłe ubrania, a nie przebrania. Mieli na sobie szare bluzy, z guziczkami przy szyi, stylowe i dość drogie, materiałowe spodnie i wyższe buty.
- Nie boisz się- spytał Fran, który sam był trochę przestraszony tym, że są sami w nocy daleko od domu.
- Masz rację, powinniśmy wracać.
Nagle zza drzew usłyszeli wręcz przerażający skowyt.
- O nie, znowu- jęknęła dziewczyna. Przestali tańczyć, na chwile zastygli w objęciu sparaliżowani strachem.
Pierwszy odważył się Fran pociągnął ich za scenę w nadziei, że cokolwiek to było nie zauważy ich tam.
- Tędy możemy przejść do auta- szepnęła Lissa wskazują na niebieską furgonetkę. Zaczęli biec do auta.
- Czekaj- krzyknął nagle Fran- Może tam się coś, może ktoś potrzebuje pomocy.
- Jeżeli tam się coś stało, a sprawdza tak zawył, to ofiara nie potrzebuje pomocy, tylko modlitwy- krzyknęła w płaczu Lissa i drzwi do auta zatrzasnęły się. Ruszyli do domu.
Na scenę z nikąd spadła czarna płachta i całkowicie ja zakryła. Lissa spojrzała w lusterko furgonetki i zobaczyła, że całe niebo jest słodko- waniliowe...

czwartek, 22 listopada 2012

Finding Nemo

Najlepsza bajka  o miłości... ryb. Niesamowite, niepowtarzalne widoki z głębi Oceanu Spokojnego. 
Wyobraź sobie, że giną bohaterom dzieci i przeżywa tylko jeden- Nemo. Matka także ginie za sprawą rekina. Samotny ojciec zaczyna wychowywać młodą rybkę, jedyne dziecko. Jest bardzo troskliwy i może przez to wszystkie problemy... Wiodą spokojne, radosne życie do czasu, kiedy Nemo idzie do szkoły i chce zaimponować przyjaciołom. Chce udowodnić, że nie jest 'mięczakiem' i dopłynie do łodzi ludzi. Wyzwanie jakiemu nie rzuciła się żadna ryba... Nemo zostaje 'porwany' przez rybaków i trafia do gabinetu dentysty i gdzie pokocha go dość ekscentryczna siostrzenica dentysty.
Czy ojcu uda się odzyskać syna i udowodnić mu jak bardzo go kocha?
Sami się przekonajcie...
Już teraz na wielkim ekranie


wtorek, 20 listopada 2012

Śmiechoza atakuje świat!

Warning!

Największe światowe serca zaatakowała... śmiechoza! New York, Paris, a nawet Warszawa miasta, które
już całe pogrążone są w infekcji!
Objawy to niepokojąco dobra zabawa i nieopanowany śmiech, a także czerwone policzki lub nawet zapowietrzenie się. Jak się bronić? Nie ma na to rady, bo cały świat jest już zainfekowany śmiechozą.
Przenosi się ona drogą człowiek człowiek. Wystarczy, że kogoś spotkacie, a Wasz wirus uaktywni się, bo cały czas macie go w sobie, tylko czasem on śpi.
Od dziś każdy z Was może go reaktywować i przystąpić do zarażania śmiechem, nawet największych gburów... Muszę się przyznać, że pisząc do Was ten komunikat jestem zarażona śmiechozą, więc każdy kto to przeczyta... chyba wiecie. No to miłej zabawy!

Alex:)

piątek, 16 listopada 2012

Cabin in the woods

Sssss- rozległ się twinkle świecy. Piwnica lekko rozświetliła się blado- żółtym światłem. Wszystko stało na swoim miejscu, chyba. Przyjaciele nie byli tego pewni, ponieważ nie schodzili do podziemi zbyt często. Było tam wilgotno, pełno starych przerażających rupieci, a do tego nie było elektryczności. To ostatnie zdarzało się też odczuć na górze- w domu, jak i wszystkim mieszkańcom małego miasteczka w północnej Islandii.
- Musimy tu posprzątać- powiedział w końcu Fran.
Lissa przytaknęła, podeszła do małego okienka, które ledwo mieściło się w wysokości podziemi.
- Mmmm- mruknęła i podskoczyła, nie mogła dosięgnąć. Przyjaciel podszedł i uchylił okno. Srebrny blask księżyca zmieszał się teraz z ziemskim światłem świecy.
- Chyba muszę to powiedzieć tacie- stwierdziła spokojnie Lissa.
- Słuchaj to trochę dziwne, ktoś włamuję się nam do piwnicy i nic nie kradnie i... zaraz a jak ten ktoś wyszedł, przecież jedyne wyjście to, albo klapa przez, którą weszliśmy, albo okno- analizował Fran.
- A było zamknięte- dodała Lissa- Musimy wracać na imprezę, zaraz mamy wystąpić.
- Racja, zadzwoń do taty.
Światło telefonu zmieszało się teraz z pozostałymi odcieniami.
- Tato, mieliśmy kolejne włamanie, nie nic nam nie jest, własnie nie wiemy gdzie jest Beck, tak przyszliśmy po niego ale go nie było, dobra już wracamy na party, przykro mi, jedna osoba tylko. Pa- skończyła rozmowę.
Wyszli z piwnicy ruszyli do kuchni, żeby napić się wody. Fran wziął z blatu przezroczystą szklankę i zaczął w nią nalewać wodę. Poczuł, że szklanka jest jakaś śliska.
- Aaaaaaaa- krzyknęli teraz oboje, a Fran upuścił szklankę, która zalana przez wodę rozbiła się na milion małych kawałków. Lissa podbiegła do niego i zaczęła płakać.
- Tak- krzyknął nagle głos zza ich pleców- Hahaa wystraszyliście się co- zaśmiał się Beck.
- To twoja sprawka- spytała Lissa.
- Tak, a to nie żadna krew, jak pewnie pomyśleliście, ale zwyczajna farba, która kupiłem w kiosku. No co w końcu Halloween, sorry nie wiedziałem, że aż tak was do wystraszy- zdziwił się współlokator.
- Wiesz może byśmy się tak nie bali jakby nie ostatnie 'przygody'- powiedział Fran.
- Zaraz- zaczęła Lissa- byłeś tu cały czas?
- Nie, byłem na zabawie, przyjechałem jakieś 5 minut temu nie było was więc wpadłem na pomysł zrobienia wam żartu.
- No to ci się udało- odparł Fran- A po co i czym tu przyjechałeś?
- Dzięki, a podwiózł mnie tu jakiś wiejski gościu, chyba jest fryzjerem, nie znam tu wszystkich, ale tak mi się wydaje,a przyjechałem, bo was szukałem, właśnie zaraz macie występ. To co jedziemy?- spytał uśmiechając się do nich.
- Tak jasne- odparli chórem i zaczęli iść do drzwi.
- Chwile- odwróciła się napięcie Lissa- tata mi powiedział, że doszło do kolejnego zabójstwa, zginęła jedna osoba...



niedziela, 11 listopada 2012

Cabin in the woods

- Wow- wydukali Lissa i Fran na widok zabawy Halloweenowej, którą zobaczyli, a w sumie byli też jej organizatorami. W centrum małego islandzkiego miasteczka rozpoczęła się najbardziej gorąca impreza 'duchów i potworów'.
- Jak się się bawicie?- krzyknęła dziewczyna wchodząc na scenę. Nie usłyszała odpowiedzi, bo tłum krzyczał, dzieci ganiały się i było naprawdę głośno...
- No to imprezka zaliczona!- krzyknął Fran i przybyli sobie triumfalnie z Lissą piątek.
- Oj tak..., a gdzie Beck.
-Nie wiem, myślałam, że jest z tobą- powiedziała przyjaciółka.
- A ja, że z tobą.
- Miał dmuchać balony w przebraniu.
- Chodźmy po niego, pewnie jest w domu- powiedział Fran. Zaczęli się przeciskać przez tłum. Co chwile najmłodsi przebiegali im przed nogami krzycząc 'cukierek, albo psikus', a starsi bawili się, równie dobrze. Każdy był skupiony na sobie, jedynie niektóre pary oczu spoglądały na dwójkę przyjaciół przenikliwie, jakby próbując ich wystraszyć, a jednocześnie ostrzec. Czuli to...
- Ej, Li- zaczął Fran- Mam wrażeni, że coś tu nie gra.- powiedział, kiedy jechali już autem.
- Tak, przez Becka, zawalimy sprzedaż balonów.
- Nie, chodzi mi o to, że tu się dzieje coś dziwnego. Ktoś nas obserwuje, cały czas. Ja to wiem.
- Ogarnij się Fran.- zaśmiał się przyjaciółka.
- Może przesadzam, masz klucze spytał, zatrzaskując drzwi niebieskiej furgonetki.
- Ta prosz..- przerwała Lissa- Co to?
- Znowu jakaś kartka...?!
- Ta, ciekawe kto tym razem robi sobie żarty?,a pewnie dzieciaki w końcu dziś Halloween.
- Co piszą- spytał Fran.
- Pewnie proszą o cukierki- zażartowała Lissa i schyliła się po kartkę. Zaczęła czytać.
 If you think you know this story, think again. 
Spojrzeli na siebie nic nie mówiąc, ich przerażone oczy oddawaly wszystko. Nagle usłyszeli hałas tłuczonego szkła.
- Co to było?- krzyknęła przestraszona Lissa i złapała przyjaciela za rękę.
- O Boże, to chyba z naszego domu. 
Wbiegli szybko do drewnianego domku w lesie.
- Z piwnicy- krzyknęli oboje, rozpoznając skąd dochodzi hałas i przeraźliwe wycie.
Otworzyli starą wykonaną z drewna klapę do piwnicy i zeszli tam.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa- krzyknęła Lissa i wtulił głowę w pierś Fransa, który stał równie przerażony...

piątek, 9 listopada 2012

Air Traffic

Zamknij oczy i pozwól, by hałas korku ukołysał cię w moich ramionach do snu. Pokazuję tylko tyle ile mogę powiedzieć. Atmosferę przepełniają linie lotnicze. Gapiłam się bez tchu jak góra owoców spadała, miałam szansę krzyknąć I truskawkowa lawina mnie zakryła. Ale lodowaty błękit zamroził tę baśń. Nigdy nie odpuszczam. Zawsze będę twoimi kluczami, gdy zgubimy się w kolorowej fazie. Możesz iść gdziekolwiek chcesz, ale ja będę tam, gdziekolwiek ty będziesz. Droga Vienno, czy ty się kołyszesz? Byliśmy tak daleko w truskawkowej galaktyce. Więc zamknij oczy i zaufaj mi, jeśli chcesz. Świat jest smutny jako taki, ale dojrzyj kolory tęczy i wsiąść do samolotu powietrznego i leć do słońca. Nie oglądaj się. Potrafisz lecieć wszędzie.Pocałuj ziemię. 28.2.1986... I am...

wtorek, 6 listopada 2012

Kontra- czyli wybory w USA!

 Barack Obama
Partia Demokratów, czy...
Willard Mitt Romney
Partia Republikanów?



Obama Vs. Romney

Piszcie, głosujcie, komentujcie. Kto Waszym zdaniem wygra? Macie 50% szans, kandydaci też... Już dziś!

sobota, 3 listopada 2012

Cabin in the woods

- Witam o poranku!- krzyknął entuzjastycznie Beck.
- mmm, poranku?- spytał z niedowierzaniem Fran.
Becka spojrzał się na nich trochę pytająco, a trochę olewczo i ruszył po płatki czekoladowe.
- Wiesz jest 14:00 po południu, rozumiemy, że jesteś zmęczony podróżą z Kanady, ale... poszedłeś spać od razu jak się zrobiło ciemno. Na pewno nie jesteś chory?- wydusiła jednym tchem.
- Nie jest ok- mruknął w odpowiedzi.
-O, to super pomożesz mi przy zabawie.- zaproponował mu Fran.
- Jakiej?
- Co roku Raufarhöfn organizuje Halloween, więc...
- Co?! Halloween- rzucił nagle płatki i spytał oburzony- Nie mówiłaś mi tego Lissa!
- Yy nie wiedziałam, że aż tak cię to obchodzi- odparła.
- Kiedy to jest?- spytał znów Beck.
- Jutro- powiedział spokojnie Fran przełykając obiad.
- Co miał bym zrobić?
- Wiesz, może to zabrzmi śmiesznie, ale czy możesz się przebrać za wilkołaka?- spytała.
Beck z wrażenie zachłysnął się mlekiem.
- Ja- wydukał w końcu w ciągłym szoku.
- No- uśmiechnęła się dziewczyna.
- No bo co zawsze ktoś straszy maluchy...- wyjaśnił mu przyjaciel.
- Aha, a one tego chcą?
- A kto je tam wie, czego one chcą, ale zabawę mają, to co.
- Jutro spytał znów, a czy jutro przypadkiem nie jest pełnia?
- No może, a co?- spytał zaintrygowany Fran.
- Nie no nic, ale dzieci nie będą się zbyt bały, jeszcze pomyślą, że naprawdę jestem wilkołakiem.- zaśmiał się nerwowo Beck, ale nikt mu nie zawtórował.
- ej, wyluzuj, to tylko dzieci- przekonała go Lissa..
- W takim razie... zgoda


piątek, 2 listopada 2012

Calais po ciemku...

Calais, Francja- trochę było zimno o 6:00 am i ciemno. Warto było... Na pokładzie napiłam się gorącej kawy i jakoś te 2 godziny(około+odprawa) do Dover minęły:)

czwartek, 1 listopada 2012

Cabin in the woods

- Boże, co to zrobiło?- wyszeptała Lissa.
- Nie wiem, to pewnie tylko wiatr...- próbował ją, a w sumie ich uspokoić Fran.
Biblioteczka była w 'lekkim nieładzie'. Książki zrzucone z półek walały się po podłodze, notatki z biurka także. Przyczyną tego był najprawdopodobniej wiatr wpadający do pokoju przez niewielkie otworzone na oścież okienko. Zaczęli szybko sprzątać nieporządek panujący wszędzie. Nagle dwa piętra niżej rozległ się stłumiony przez wichurę sygnał telefonu. Lissa zaczęła zbiegać znów co dwa stopnie, przyjaciel podążał za nią.
- Halo- powiedział cicho podnosząc ciemną, starą słuchawkę.
- Lissa to ja- powiedział spokojnie ojciec dziewczyny- przyjedzie do was Beck.
- Jej, to super- krzyknęła na wieść o przybyciu znajomego.
- Pojechalibyście po niego na dworzec- spytał.
W tej chwili smętny dzwonek zadźwięczał w uszach przyjaciół.
- Chyba nie będzie takiej potrzeby- powiedziała córka.
Fran podszedł spokojnie do drzwi.
- Hej- powiedział nieznajomy.
Fran bez skrycia odwrócił się do Lissy i spytał- Jesteś pewna, że to jest twój znajomy.
-Beck!- dziewczyna rzuciła się z radością na przywitanie i nagle spojrzał na starego znajomego, zwalniając kroku- Wow- przełknęła ślinkę- jaka ciekawa zmiana- pochwaliła z udawaną aprobatą. Beck stał nadal w drzwiach. Cały na czarno, tak, że ledwo można go było odróżnić z otchłanią zmierzchu. Czarne włosy do uszu, w których były czarne kolczyki, czarne rurki, bluzka, płaszcz i glany.
- Proszę wejdź, tata uprzedził nas, że będziesz- powiedziała znajoma.
- Wow fajnie tu, tak ciemno, Nie macie prądu?- spytał szybko.
- No niestety chwilowo tak, jeśli będziesz musiał wykonać jakąś pracę do liceum to...
- Nie!- krzyknął- Jest super.
Fran uśmiechnął się podobnie jak jego przyjaciółka ukrywając lekkie zdziwienie.
- Nadal się przyjaźnicie?- spytał przyjaciół z uśmiechem.
- Tak od kołyski- odrzekł Fran obejmując przyjacielsko Lissę.
- Jesteście parą?- spytał, a w sumie stwierdził Beck rzucając swoją torbę na kanapę.
- Nie nie- zaczęli zaprzeczać speszeni...