sobota, 7 lipca 2012

Blues


Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech

Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz