poniedziałek, 9 lipca 2012

Duch


Nad łemkowską wioską zapadał zmrok. Mały kościółek tulił się do snu. Psy wypuszczone z sąsiednich wiosek szczekały przeraźliwie. Teraz słonce zaszło całkowicie. Jedynie na tle księżyca było widać smętnie pohukującą sowę. Przeleciały jeszcze trzy nietoperze i cisza zapadła noc. Noc zapadła jedynie dla istot śmiertelnych, lecz nie dla zjaw. Miały raj. Jak co dzień po zmroku. Krążyły po opuszczonej wsi. Wizualnie wyglądały jak zwiewne szaty. Skrzaty również nie wyglądały na zmęczone. Teraz kiedy nikogo nie było mogły wyjść ze swoich norek i odetchnąć świeżym powietrzem. Przede wszystkim wystrzegały się one
-czarownic
-dorosłych
-kobiet( dawno temu kiedy skrzaty zakradały się do gospodarstw po łakocie, gospodynie przeganiały je, stąd ta antypatia.

niedziela, 8 lipca 2012

Blues-wymarzony Eddie


-Dzyndyn- rozległ się dzwonek do drzwi Willie.
- Kogo tam licho niesie,nie mam ochoty... I w tej chwili kobieta przymknęła się. Przed jej własnymi londyńskim drzwiami stał on.
Eddi....
- Cześć- wykrztusiła dziewczyna.
- Hej może byśmy..
Nie zdążył dokończyć, bo Willie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Nagle skapnęła sie jaki wręcz  faux pas popełniła.
- To znaczy poczekaj sekundkę.
- Aaaaaaaaa pod moimi drzwiami stoi najwieksze ciacho z klubu, a jestem w dresach z potarganymi włosami. Krzyknęła tak silnie, że aż jej przywiedziony z Tatr świstak się odezwał.
- Dobra, luzik. Zrobiła dychę jak radzi jej psychiatra i ruszyła pędem do łazienki.
- Włosy ogarnięte, rzęsy też, a paznokcie?! Ufff, obcięte i nałożona odżywka.
Pobiegła do szafy z ciuchami.
- To nie to nie to, O Boże to ja to jeszcze mam?! Lili w ciszy obrzucona ubraniami obserwowała zdesperowaną opiekunkę.
-  O ta sukienka w kwiatuszki całkiem niezła. Założyła ją w biegu i już miała otworzyć dzwi Romeo, gdy nagle zorientowała się, że ciuszek jest na lewą stronę. Poprawiła ten błąd szybko i otworzyła dzwi.
- Hej, zapraszam- wysapała słodko. Cały jej wizerunek był niezły, oprócz rozciachanego  palca, niesamowitego bajzlu w domu, stłuczonego( do połowy lustra, teraz już wie, że aby uruchomić szybko lokówkę nie należy uderzać w lustro) lustra i paru innych szkód. Mało ważnych szkód wobec... no niego.
- Przepraszam, że bez zapowiedzi, ale pomyślałem, że zrobię Ci niespodziankę. Na pewno nie przeszkadzam?
- Nie no co ty... Jest już ok. Tylko nie mam żadnej kolacji.
- Nie szkodzi w dzieciństwie mama nauczyła mnie świetnie gotować.
- W takim razie może zrobimy spagetti. Mam nawet czerwone wino- nie tłumaczyła, że praktycznie zawsze je ma, bo i po co.
Tylko jak tu do niego zagadać. On milioner, z ''dobrej'' rodziny, a ja co wstydliwa gąska- rozmyślała z napięciem.
A może wy Blogerzy macie jakiś pomysł. Jak Willie może zagadać do wymarzonego chłopaka. Jeśli tak to piszcie i komentujcie, a jeśli sądzicie, że bohaterka jeszcze nie jest w stanie do niego zagadać to piszcie jakie są sposoby na grzeczne wyproszenie chłopaka.Uśmiech

sobota, 7 lipca 2012

Blues


Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech

Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech