poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ekologia

Ekologia-nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami,a ich środowiskiem oraz wzajemne między tymi organizmami.

O to naukowa definicja ekologi. Po prostu dbanie o środowisko! Ostatnio przy jednym ze znanej sieci hipermarketów francuskich, lekko mówiąc panował nieład. Rozumiem okres po świąteczny, no ale bez przesady, żeby przed sklep wyrzucać starą kanapę! Może zacznę od początku. Ekologia jest to moim zdaniem czynnik, który wpływa na wszystko, na całe nasze życie.Ktoś nie wierzy? Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową: 'Najwyższy wskaźnik HDI'( Wskaźnik Rozwoju Społecznego). Na pewno na tej liście pojawi nam się Skandynawia. Dlaczego? Jeżeli w Polsce pieszy wyrzuci za siebie papierek, nie będzie segregował śmieci lub NAJGORSZE Wywiezie śmieci do lasu, zapewniam, że nic mu się za to nie stanie. Jednak np. w Szwecji tego typu zachowanie jest niedopuszczalne( jak tolerowane w Polsce ściąganie szkolne, które np. w USA jest karane usunięciem ze szkoły, szkoła wymaga, bo daje, w Polsce szkoła wymaga i zabiera. Spotkałam się ostatnio z pogłoska w internecie, że dzieci podczas testu robią zdjęcię zadań i przesyłają nieobecnemu koledze! Szok!), oczywiście są też pewnie wyjątki. Właśnie dlatego w tych krajach żyje się dobrze... Jest czysto, więc ludzie są spokojni, mniej ludzi kusi do głupot i wszystcy są szczęśliwi, więc wydatniej pracują, kupują, mają zapewnione podstawowe potrzeby, więc mogą zająć się wyższą kulturą i rozwijają się cywilizacyjnie. Do tego dodajmy wspaniała dietę i ... Przepis na fantastyczne życie. Powietrze czyste, chłodne, jedzenie zdrowe, ludzie spokojni. A Ziemia wreszcie może odetchnąć, bo jeśli jej nie pomożemy, nie będzie nas dużej utrzymywać... Poza tym ekologia moim zdaniem w pewien sposób daje poczucie wytchnienia, kiedy się do niej przyłożymy. Na te  Święta Bożego Narodzenia wyjechałam w Góry Świętokrzyskie. Jest to mała wieś, licząca 1500 osób, myślałam, że wyjeżdżając z dużego miasta, chociaż tam zaznam spokoju, dobra natury. Wszystko się zgodziło z moim oczekiwaniami, ludzie wstają o 6:00, chodzą spać o 21:00, lecz palą w piecach śmieciami. Budzę się w malym drewnianym domku w lesie i czuję zapach czadu i spalenizny. Trochę przerażające. Na ganku pełno czarnego śmierdzącego dymu. Przykre:(

Przyczyny zanieczyszczeń
  • energetyka- elektrownie, elektrociepłownie 
  • transport samochodowy-motoryzacja
  • przemysł
  • spalanie śmieci, wypalanie traw
  • wybuchy wulkanów

Skutki zanieczyszczeń

  • efekt cieplarniany, głównie CO2
  1. powoduję zmianę klimatu
  2. ocieplenie
  3. topnienie śniegów, lodowców górskich, gór lodwych
  4. zalewanie kontynentów( pod koniec XXI grozi między innymi Holandii, która jest nisko położona- poziom zagrożenia- Wyskoki)
  • kwaśne deszcze, tlenki siarki i azotu
  1. powodują niszczenie gleb
  2. wymieranie lasów
  3. niszczenie skał wapiennych i budynków
  • dziura ozonowa
  1. powodują- freon
  2. skutkiem dziury ozonowej jest zbyt intensywne działanie promieni UV
Ekologia na co dzień
  • segregacja śmieci
  • zakładanie filtrów na kominach
  • rower zamiast auta, spacer zamiast autobusu
  • jedzenie nie zmodyfikowanej żywności
  • szybkie prysznice zamiast długich kąpieli
  • najpierw namydlenie naczyń, następnie spłukanie wszystkich
  • zakręcanie wody podczas mycia zębów
  • e żarówki
  • pozytywne myślenie i nastawienie do świata

Dzisiaj tworzy twoje jutro...

piątek, 28 grudnia 2012

Duch starego woźnego

Prolog
Nad wsią szalała straszna wichura. Bombki na choince gospodyni dygotały jakby przestraszone wydarzeniami nocy. Na niebie było widać tylko kilka gwiazd i poblakły księżyc. Pełnię. Co jakiś czas przez główną wiejską szosę przejeżdżał samochód, zazwyczaj z tutejszą rejestracją. Tylko czasami zdarzało się ujrzeć inną, co budziło wśród mieszkańców wszechstronną ciekawość. Lasy iglaste, dominujące tu, szumiały niczym największy górski wodospad. Nie było zimno, ale przyjemnie też nie.
Julia, Łukasz i Piorun wymknęli się już dawno z uroczystej kolacji i szli szybko pod górę, w stronę szkoły.
- A może trzeba iść na Łysą Górę?- spytał nieśmiało Piorun.
- Co ty! Jak?! Jak baby nas zobaczą to po nas.- krzyknął ostatnie słowa Łukasz.
Przyjaciel przełknął tylko ślinkę.
- Mnie się też wydaje, że trzeba tam iść.- mruknęła po chwili Julia.
- Ale którędy? Górami?
- Chyba tak...
Wszyscy troje spojrzeli na wysokie, porośnięte lasami góry. Nawet nie mieli szans.
Po 5 minutach doszli do szkoły. Nie dużego budynku. Zbudowany z kamienia. Była to chyba najpiękniejsza i najbardziej mroczna szkoła zarazem. Z placem zabawa i nowoczesnym boiskiem. Wydawała się być piękną, może prócz słupa z prądem, który przebiegał centralnie przez plac szkoły.
- Jestem- szepnął do nich Matthews.
- Dobrze, to co idziemy- szepnęła Julia, lecz po chwili krzyknęła przerażona widokiem w szkole.
I nawet choćby chciał jej krzyku nikt nie usłyszał...

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Misiowych Świąt!

Hop in the sleigh 
And we'll glide away 
Into the night
And we'll sip on moonlight
Runny nose
My frosty toes
Are getting cold but I feel alive
So I smile wide

The snowflakes start falling and I start to float
This peppermint winter is so sugar sweet
I don't need to taste to believe
What's December without Christmas Eve



niedziela, 23 grudnia 2012

Cabin in the woods

Butelka po whisky leżała pusta przy kominku. Przyjaciele leżeli na kanapie pogrążenie w głębokim śnie. Ubrani jedynie w piżamy pod kocem kupionym u pani Emili, leżeli obok siebie na sofie w salonie.Była 10:00. Beck schodził po drewnianych skodach, po których 12 godzin wcześniej szła Lissa. Liczył, że zastanie przyjaciół ze zrobionym śniadaniem. Beck miał zajęcia w college na 12:00, ale musiał jeszcze dojechać do Reykjavik.
Beck spojrzał jeszcze raz na zegarek.
- Spokojnie mam 2 godziny- mówił sam do siebie i nagle zamarł. Zorientował się, że wskazówka zegara wcale nie przesuwa się po tarczy, lecz tyka w miejscu. Beckowi zrobiło się gorąco na myśl, która godzina może być naprawdę. Spojrzał na duży zegar w salonie. I zamarł... Na zegarze 10 minut temu wybiła 11:00.
- Obudźcie się szybko!- zawołał do przyjaciół. Nawet nie drgnęli, zmęczenie po wczorajszej zabawie. Beck iż będąc w obliczu sytuacji kryzysowej rzucił się z kubkiem po wodę. Odkręcając gwałtownie wodę polał całą piżamę, kuchnie,aż w końcu woda trafiła na dno piaskowego zlewu, gdzie być powinna od początku.
Nie myśląc zbyt długo oblał wodą najpierw Lissę, a potem Fran'za.
- Ahhhhh- zerwali się przyjaciele z krzykiem- Co ty robisz?!
- Jest późno, myślałem, że mnie obudzicie na uniwerek!
Przyjaciele spojrzeli na siebie nie bardzo wiedząc co robią w tak dziwnej sytuacji.
-Dobra szykuj się szybko zrobimy ci śniadanie. Lissa wychodząc spod koca zaplatała się w niego jedną nogą i runęła na ziemie, tocząc butelkę po alkoholu na środek pokoju. Fran pobiegł do kuchni i również po kilku sekundach leżał jak Lissa. Przejechał się na rozlanej wodzie. Beck zszedł na dół, ubrany do wyjścia.
Wziął w pospiechu jabłko i wodę mineralną, której butelka była lodowata.
- Latarkę masz- zadał Fran podstawowe pytanie podczas nocy polarnej.
- Ta.
- To pa
- Pa- krzyknął i zamknął za sobą główne drzwi domu.
Dopiero teraz przyjaciele podeszli do siebie i zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno wszystko jest tym czym się wydaje...


środa, 19 grudnia 2012

Lodz Philharmonic

Zapraszam na koncert kolęd w ten piątek w filharmonii łódzkiej. Dyrygent- Dawid Ber.
Niesamowita atmosfera w przedświątecznych dniach.
21.12.2012
Wystąpi moja przyjaciółka, która świetnie gra na akordeonie i także śpiewa w chórze.
Polecam:)

piątek, 14 grudnia 2012

Cabin in the woods

Drewniane schody skrzypiały pod stopami Lissy. Dziewczyna kierowała się na strych. Było to najwyżej położone miejsce w całym domu. Miało tylko jedno małe okienko. Pełne szpargałów i starych książek. Zamieszkane przez pająki, oblepione pajęczynami.
Mroźny wiatr hulał po całym domu, wydobywając się właśnie z tego nieszczelnego okienka.
Zegar wybił dziesiątą . Stukanie rozległo się i dotarło do wszystkich zakamarków, następnie przeniknęło w las. Panowała idealna cisza. Było tak ciemno, że Lissa musiała iść po omacku. 
- Hej, Beck zapal tu światło- szepnęła i weszła do pokoju chłopaka. Beck spał. Przykryty kołdrą wyglądał uroczo. Oddychał bardzo spokojnie.Lissa nie zapaliła światła. Podczas nocy polarnej, gdy ktoś spał nie wolno było tego zmieniać. W tym okresie nie łatwo o miły sen. Po cichu wyszła z pokoju. Przy drzwiach potknęła się o czarną pelerynę.
- Jaki on tu ma bałagan- stwierdziła i wyszła na schody. Będąc już przy strychu zapaliła małą świecę i weszła tam. Pochłonęło ją to na 5 minut, po czym zgasiła świece i pośpiesznie zaczęła schodzić po schodach. 
- Jestem- szepnęła- mam ją.
- Jest noc polarna, są straszne opowieści- powiedział Fran, czekał na nią w salonie. Usiedli na kanapie przed kominkiem,od którego bił blask i ciepło.
- Becka śpi?- spytał Fran.
- Tak- odpowiedziała Lissa- W sumie to trochę dziwne, że zawsze czytamy ta księgę podczas nocy polarnej.
- To zróbmy coś innego- te słowa przyjaciela zabrzmiał trochę dwuznacznie- Twój tata ma dyżur?- spytał.
- Tak,a w piątek jest zabawa taka yyyy no, jakby to powiedzieć country, szeryf itd.
- Fajnie
- No też to lubię.
Fran podszedł do kuchni i wyjął z szafki butelkę whisky.
- No, dobry ruch- skomentowała Lissa.
Fran pociągnął z butelki duży łyk, przetarł rękawem i podał butelkę przyjaciółce.




środa, 12 grudnia 2012

wtorek, 4 grudnia 2012

Cabin in the woods

-Trzecia, czwarta, piąta- liczył muszelki Fran.
- Patrz ta jest ogromna- Lissa schyliła się po dużą białą muszlę, w której nagle ukazała się lepka, ciemna, mazia.
- Fuuj, jakieś żyjątko, dość obślizgłe- mruknęła i odrzuciła muszelkę, nie chcąc zakłócać spokoju jej domownikowi.
- Ale pięknie- mruknął Fran, a Lissa przytaknęła.
Szli wzdłuż brzegu nieuczęszczanej plaży. Było dość zimno(jak przeważnie jest w Islandii, zwłaszcza przy kole biegunowym) i wietrznie. Z ich lewej stronie znajdował się wysoki klif, a po drugiej stronie rozciągało się bezkresne Morze Grenlandzki.
Przyjaciele pomimo zimna po łydki brodzili w wodzie. Było nieskazitelnie mroźno. W oddali było widać prom płynący z wycieczką i małą łódź rybacką. Wiadomo było, że w łodzi siedział stary marynarz- Jack i jego pomocnik, młody rybak z nadmorskiej rodziny- Pete. Niebo było granatowe i ścierało się z wodą tego samego koloru. Jednak słońce przebijało się dość mocno. Właściwie zachodzące słońce na 6 miesięcy...
- Patrz zachodzi, daj aparat- Fran pospiesznie wyjął aparat z czerwonej kurtki Lissy i podał jej. W okienku aparatu ukazało się do połowy schowane już słońce. Tylko ono rozświetlało już mrok, który zapanował wokół nich. 
- Latarka- wypowiedzieli to magiczne słowo, niezbędne w tym klimacie, po czym jażeniówka padła na niebieskie oczy Lissy,a jej cera wydała się jeszcze bladsza.
- Nie w oczy- mruknęła.
Widok w okół nie był już tak ekscytujący ile przerażający.
- Dobra wracamy- stwierdził Fran- Nie wiem tylko jak będziemy żyli w takim stresie, że ktoś, lub coś nas napadnie przez pół roku!
- Dowiemy się, co to robi i ukarzemy to- rzekła Lissa głosem niczym z horroru w scenie głównego ataku.
- Dobrze- zgodziła się Fran jak małe dziecko, posłusznie i potulnie.
Przyjaciele zaczęli iść w kierunku lasu za wydmami, w którym jest ich dom.
Zapadła noc polarna na 6 miesięcy. Kto się zdążył schować, a kto nie...?

sobota, 1 grudnia 2012

66°27'N, 15°56' W.- Legend of the Guardians

Tak wiele widoków do zobaczenia, więc obudź się jak ranny ptaszek.Słowa unoszą się w powietrzu jak kolibry.W zatłoczonym korku powietrznym IATA:RFN,ICAO:BIRG. W deszczu meteorów widzę zorzę na kole biegunowym północnym.Pokarz mi swoje zęby,bo jesteś tylko misiem.Obudź mnie jeśli tam jesteś.Na schodach do piwnicy widziałam wyraźne ślady, które mnie śledziły. Cień... Wskazówki podpowiadają obudź mnie jeśli tam jesteś. Więc jeśli tak bardzo chcesz zobaczyć,Gwarantuję,że anioły istnieją w twojej okolicy. Atmosferę przepełniają linie lotnicze.Oddech w nieskazitelnie mroźnej scenie.Wrak statku pośród morza twarzy.Weź głęboki wdech mitu i tajemnicy i nie patrz za siebie.Widok z lotu ptaka,Obudź gwiazdy dookoła siebie, Jest królestwo ponad drzewami, pamiętaj mnie słodką odwagę.Da-da,da-da...You take to the sky...

środa, 28 listopada 2012

This time to Muppets show tonight...

The question is what is a mahna mahna?
The question is who cares?
Najlepsza komedia, pełna radości i pozytywizmu.
Ozdobiona zielona żabą i piękną świnką...
Świetna jest loża ''dziadków'', którzy zawsze mają coś do powiedzenia.
Każdy może dostrzec siebie wśród Muppetsów, bo są one odzwierciedleniem ludzi, ukazaniem ich cech, często bardzo zabawnych. Naprawdę zabawne i niepowtarzalne show stworzyły Muppety...:)

niedziela, 25 listopada 2012

Dzień Pluszowego Misia...:)

Dziś 25 listopada jest Dzień Pluszowego Misia i wszystkich misiów. Pamiętajmy o wszystkich misiach. Misie są kochane i to właśnie o nich należy pamiętać. No co tu dużo pisać. Najpiękniejszy dzień.
Dla wszystkich misiów i Ciebie....

sobota, 24 listopada 2012

Cabin in the woods

- Oooo- westchnęła Lissa.
- Ale wyszło- stwierdził z zadowoleniem Fran i zaśmiał się lekko.
- Jakie straty?- spytała znów Lissa.
- Zobaczmy...- Fran wszedł na scenę i pociągnął za sobą przyjaciółkę.
- Nie tak źle- stwierdziła.
Ze sceny było widać cały plac przed ratuszem w niewielkim miasteczku. Chwilami można było nawet dojrzeć morze schowane za czymś co było podobne do wydm- lecz występujące na pograniczu tajgi, a tundry. Na pewno można było usłyszeć fale, które co chwile z łoskotem rozbijały się o wysoki klif i spokojnie podmywały niższą część plaży. Na placu wiatr kłębił plastikowe kubeczki, balony i okruchy z ciast i ciasteczek. Było pusto. Tylko Lissa i Fran stali na scenie po hucznej zabawie.
- Gratuluje- zwrócił się przyjaciel do współorganizatorki.
- A ja tobie- odpowiedziała uśmiechem i dodała- Fajnie, że jesteśmy organizatorami, ale...
- Nie mogliśmy się pobawić- dokończył za nią i oświetlił jej twarz latarką jarzeniową.
Z boku ta scena mogła wyglądać co najmniej mrocznie.
- Pozwoli Pani- ukłonił się Fran przed Lissą i podał jej dłoń.
- Oczywiście- odpowiedziała lekkim ukłonem i złożyła swoją dłoń na jego.
Zaczęli tańczyć na pustej scenie. W oddali było słychać szum morza mieszany z odgłosami nocnego ptactwa. Z malutkiego odtwarzacza po, którego nikt się nie zgłosił po imprezie unosiła się lekko piosenka Mad World, a rytm nadawał wiatr, który usilnie mierzwił im włosy.
- Zasługujemy na jeden taniec z osoba, którą lubimy i nie jest potworem- zaśmiała się Lissa, bo tylko oni byli ubrani w ciepłe ubrania, a nie przebrania. Mieli na sobie szare bluzy, z guziczkami przy szyi, stylowe i dość drogie, materiałowe spodnie i wyższe buty.
- Nie boisz się- spytał Fran, który sam był trochę przestraszony tym, że są sami w nocy daleko od domu.
- Masz rację, powinniśmy wracać.
Nagle zza drzew usłyszeli wręcz przerażający skowyt.
- O nie, znowu- jęknęła dziewczyna. Przestali tańczyć, na chwile zastygli w objęciu sparaliżowani strachem.
Pierwszy odważył się Fran pociągnął ich za scenę w nadziei, że cokolwiek to było nie zauważy ich tam.
- Tędy możemy przejść do auta- szepnęła Lissa wskazują na niebieską furgonetkę. Zaczęli biec do auta.
- Czekaj- krzyknął nagle Fran- Może tam się coś, może ktoś potrzebuje pomocy.
- Jeżeli tam się coś stało, a sprawdza tak zawył, to ofiara nie potrzebuje pomocy, tylko modlitwy- krzyknęła w płaczu Lissa i drzwi do auta zatrzasnęły się. Ruszyli do domu.
Na scenę z nikąd spadła czarna płachta i całkowicie ja zakryła. Lissa spojrzała w lusterko furgonetki i zobaczyła, że całe niebo jest słodko- waniliowe...

czwartek, 22 listopada 2012

Finding Nemo

Najlepsza bajka  o miłości... ryb. Niesamowite, niepowtarzalne widoki z głębi Oceanu Spokojnego. 
Wyobraź sobie, że giną bohaterom dzieci i przeżywa tylko jeden- Nemo. Matka także ginie za sprawą rekina. Samotny ojciec zaczyna wychowywać młodą rybkę, jedyne dziecko. Jest bardzo troskliwy i może przez to wszystkie problemy... Wiodą spokojne, radosne życie do czasu, kiedy Nemo idzie do szkoły i chce zaimponować przyjaciołom. Chce udowodnić, że nie jest 'mięczakiem' i dopłynie do łodzi ludzi. Wyzwanie jakiemu nie rzuciła się żadna ryba... Nemo zostaje 'porwany' przez rybaków i trafia do gabinetu dentysty i gdzie pokocha go dość ekscentryczna siostrzenica dentysty.
Czy ojcu uda się odzyskać syna i udowodnić mu jak bardzo go kocha?
Sami się przekonajcie...
Już teraz na wielkim ekranie


wtorek, 20 listopada 2012

Śmiechoza atakuje świat!

Warning!

Największe światowe serca zaatakowała... śmiechoza! New York, Paris, a nawet Warszawa miasta, które
już całe pogrążone są w infekcji!
Objawy to niepokojąco dobra zabawa i nieopanowany śmiech, a także czerwone policzki lub nawet zapowietrzenie się. Jak się bronić? Nie ma na to rady, bo cały świat jest już zainfekowany śmiechozą.
Przenosi się ona drogą człowiek człowiek. Wystarczy, że kogoś spotkacie, a Wasz wirus uaktywni się, bo cały czas macie go w sobie, tylko czasem on śpi.
Od dziś każdy z Was może go reaktywować i przystąpić do zarażania śmiechem, nawet największych gburów... Muszę się przyznać, że pisząc do Was ten komunikat jestem zarażona śmiechozą, więc każdy kto to przeczyta... chyba wiecie. No to miłej zabawy!

Alex:)

piątek, 16 listopada 2012

Cabin in the woods

Sssss- rozległ się twinkle świecy. Piwnica lekko rozświetliła się blado- żółtym światłem. Wszystko stało na swoim miejscu, chyba. Przyjaciele nie byli tego pewni, ponieważ nie schodzili do podziemi zbyt często. Było tam wilgotno, pełno starych przerażających rupieci, a do tego nie było elektryczności. To ostatnie zdarzało się też odczuć na górze- w domu, jak i wszystkim mieszkańcom małego miasteczka w północnej Islandii.
- Musimy tu posprzątać- powiedział w końcu Fran.
Lissa przytaknęła, podeszła do małego okienka, które ledwo mieściło się w wysokości podziemi.
- Mmmm- mruknęła i podskoczyła, nie mogła dosięgnąć. Przyjaciel podszedł i uchylił okno. Srebrny blask księżyca zmieszał się teraz z ziemskim światłem świecy.
- Chyba muszę to powiedzieć tacie- stwierdziła spokojnie Lissa.
- Słuchaj to trochę dziwne, ktoś włamuję się nam do piwnicy i nic nie kradnie i... zaraz a jak ten ktoś wyszedł, przecież jedyne wyjście to, albo klapa przez, którą weszliśmy, albo okno- analizował Fran.
- A było zamknięte- dodała Lissa- Musimy wracać na imprezę, zaraz mamy wystąpić.
- Racja, zadzwoń do taty.
Światło telefonu zmieszało się teraz z pozostałymi odcieniami.
- Tato, mieliśmy kolejne włamanie, nie nic nam nie jest, własnie nie wiemy gdzie jest Beck, tak przyszliśmy po niego ale go nie było, dobra już wracamy na party, przykro mi, jedna osoba tylko. Pa- skończyła rozmowę.
Wyszli z piwnicy ruszyli do kuchni, żeby napić się wody. Fran wziął z blatu przezroczystą szklankę i zaczął w nią nalewać wodę. Poczuł, że szklanka jest jakaś śliska.
- Aaaaaaaa- krzyknęli teraz oboje, a Fran upuścił szklankę, która zalana przez wodę rozbiła się na milion małych kawałków. Lissa podbiegła do niego i zaczęła płakać.
- Tak- krzyknął nagle głos zza ich pleców- Hahaa wystraszyliście się co- zaśmiał się Beck.
- To twoja sprawka- spytała Lissa.
- Tak, a to nie żadna krew, jak pewnie pomyśleliście, ale zwyczajna farba, która kupiłem w kiosku. No co w końcu Halloween, sorry nie wiedziałem, że aż tak was do wystraszy- zdziwił się współlokator.
- Wiesz może byśmy się tak nie bali jakby nie ostatnie 'przygody'- powiedział Fran.
- Zaraz- zaczęła Lissa- byłeś tu cały czas?
- Nie, byłem na zabawie, przyjechałem jakieś 5 minut temu nie było was więc wpadłem na pomysł zrobienia wam żartu.
- No to ci się udało- odparł Fran- A po co i czym tu przyjechałeś?
- Dzięki, a podwiózł mnie tu jakiś wiejski gościu, chyba jest fryzjerem, nie znam tu wszystkich, ale tak mi się wydaje,a przyjechałem, bo was szukałem, właśnie zaraz macie występ. To co jedziemy?- spytał uśmiechając się do nich.
- Tak jasne- odparli chórem i zaczęli iść do drzwi.
- Chwile- odwróciła się napięcie Lissa- tata mi powiedział, że doszło do kolejnego zabójstwa, zginęła jedna osoba...



niedziela, 11 listopada 2012

Cabin in the woods

- Wow- wydukali Lissa i Fran na widok zabawy Halloweenowej, którą zobaczyli, a w sumie byli też jej organizatorami. W centrum małego islandzkiego miasteczka rozpoczęła się najbardziej gorąca impreza 'duchów i potworów'.
- Jak się się bawicie?- krzyknęła dziewczyna wchodząc na scenę. Nie usłyszała odpowiedzi, bo tłum krzyczał, dzieci ganiały się i było naprawdę głośno...
- No to imprezka zaliczona!- krzyknął Fran i przybyli sobie triumfalnie z Lissą piątek.
- Oj tak..., a gdzie Beck.
-Nie wiem, myślałam, że jest z tobą- powiedziała przyjaciółka.
- A ja, że z tobą.
- Miał dmuchać balony w przebraniu.
- Chodźmy po niego, pewnie jest w domu- powiedział Fran. Zaczęli się przeciskać przez tłum. Co chwile najmłodsi przebiegali im przed nogami krzycząc 'cukierek, albo psikus', a starsi bawili się, równie dobrze. Każdy był skupiony na sobie, jedynie niektóre pary oczu spoglądały na dwójkę przyjaciół przenikliwie, jakby próbując ich wystraszyć, a jednocześnie ostrzec. Czuli to...
- Ej, Li- zaczął Fran- Mam wrażeni, że coś tu nie gra.- powiedział, kiedy jechali już autem.
- Tak, przez Becka, zawalimy sprzedaż balonów.
- Nie, chodzi mi o to, że tu się dzieje coś dziwnego. Ktoś nas obserwuje, cały czas. Ja to wiem.
- Ogarnij się Fran.- zaśmiał się przyjaciółka.
- Może przesadzam, masz klucze spytał, zatrzaskując drzwi niebieskiej furgonetki.
- Ta prosz..- przerwała Lissa- Co to?
- Znowu jakaś kartka...?!
- Ta, ciekawe kto tym razem robi sobie żarty?,a pewnie dzieciaki w końcu dziś Halloween.
- Co piszą- spytał Fran.
- Pewnie proszą o cukierki- zażartowała Lissa i schyliła się po kartkę. Zaczęła czytać.
 If you think you know this story, think again. 
Spojrzeli na siebie nic nie mówiąc, ich przerażone oczy oddawaly wszystko. Nagle usłyszeli hałas tłuczonego szkła.
- Co to było?- krzyknęła przestraszona Lissa i złapała przyjaciela za rękę.
- O Boże, to chyba z naszego domu. 
Wbiegli szybko do drewnianego domku w lesie.
- Z piwnicy- krzyknęli oboje, rozpoznając skąd dochodzi hałas i przeraźliwe wycie.
Otworzyli starą wykonaną z drewna klapę do piwnicy i zeszli tam.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa- krzyknęła Lissa i wtulił głowę w pierś Fransa, który stał równie przerażony...

piątek, 9 listopada 2012

Air Traffic

Zamknij oczy i pozwól, by hałas korku ukołysał cię w moich ramionach do snu. Pokazuję tylko tyle ile mogę powiedzieć. Atmosferę przepełniają linie lotnicze. Gapiłam się bez tchu jak góra owoców spadała, miałam szansę krzyknąć I truskawkowa lawina mnie zakryła. Ale lodowaty błękit zamroził tę baśń. Nigdy nie odpuszczam. Zawsze będę twoimi kluczami, gdy zgubimy się w kolorowej fazie. Możesz iść gdziekolwiek chcesz, ale ja będę tam, gdziekolwiek ty będziesz. Droga Vienno, czy ty się kołyszesz? Byliśmy tak daleko w truskawkowej galaktyce. Więc zamknij oczy i zaufaj mi, jeśli chcesz. Świat jest smutny jako taki, ale dojrzyj kolory tęczy i wsiąść do samolotu powietrznego i leć do słońca. Nie oglądaj się. Potrafisz lecieć wszędzie.Pocałuj ziemię. 28.2.1986... I am...

wtorek, 6 listopada 2012

Kontra- czyli wybory w USA!

 Barack Obama
Partia Demokratów, czy...
Willard Mitt Romney
Partia Republikanów?



Obama Vs. Romney

Piszcie, głosujcie, komentujcie. Kto Waszym zdaniem wygra? Macie 50% szans, kandydaci też... Już dziś!

sobota, 3 listopada 2012

Cabin in the woods

- Witam o poranku!- krzyknął entuzjastycznie Beck.
- mmm, poranku?- spytał z niedowierzaniem Fran.
Becka spojrzał się na nich trochę pytająco, a trochę olewczo i ruszył po płatki czekoladowe.
- Wiesz jest 14:00 po południu, rozumiemy, że jesteś zmęczony podróżą z Kanady, ale... poszedłeś spać od razu jak się zrobiło ciemno. Na pewno nie jesteś chory?- wydusiła jednym tchem.
- Nie jest ok- mruknął w odpowiedzi.
-O, to super pomożesz mi przy zabawie.- zaproponował mu Fran.
- Jakiej?
- Co roku Raufarhöfn organizuje Halloween, więc...
- Co?! Halloween- rzucił nagle płatki i spytał oburzony- Nie mówiłaś mi tego Lissa!
- Yy nie wiedziałam, że aż tak cię to obchodzi- odparła.
- Kiedy to jest?- spytał znów Beck.
- Jutro- powiedział spokojnie Fran przełykając obiad.
- Co miał bym zrobić?
- Wiesz, może to zabrzmi śmiesznie, ale czy możesz się przebrać za wilkołaka?- spytała.
Beck z wrażenie zachłysnął się mlekiem.
- Ja- wydukał w końcu w ciągłym szoku.
- No- uśmiechnęła się dziewczyna.
- No bo co zawsze ktoś straszy maluchy...- wyjaśnił mu przyjaciel.
- Aha, a one tego chcą?
- A kto je tam wie, czego one chcą, ale zabawę mają, to co.
- Jutro spytał znów, a czy jutro przypadkiem nie jest pełnia?
- No może, a co?- spytał zaintrygowany Fran.
- Nie no nic, ale dzieci nie będą się zbyt bały, jeszcze pomyślą, że naprawdę jestem wilkołakiem.- zaśmiał się nerwowo Beck, ale nikt mu nie zawtórował.
- ej, wyluzuj, to tylko dzieci- przekonała go Lissa..
- W takim razie... zgoda


piątek, 2 listopada 2012

Calais po ciemku...

Calais, Francja- trochę było zimno o 6:00 am i ciemno. Warto było... Na pokładzie napiłam się gorącej kawy i jakoś te 2 godziny(około+odprawa) do Dover minęły:)

czwartek, 1 listopada 2012

Cabin in the woods

- Boże, co to zrobiło?- wyszeptała Lissa.
- Nie wiem, to pewnie tylko wiatr...- próbował ją, a w sumie ich uspokoić Fran.
Biblioteczka była w 'lekkim nieładzie'. Książki zrzucone z półek walały się po podłodze, notatki z biurka także. Przyczyną tego był najprawdopodobniej wiatr wpadający do pokoju przez niewielkie otworzone na oścież okienko. Zaczęli szybko sprzątać nieporządek panujący wszędzie. Nagle dwa piętra niżej rozległ się stłumiony przez wichurę sygnał telefonu. Lissa zaczęła zbiegać znów co dwa stopnie, przyjaciel podążał za nią.
- Halo- powiedział cicho podnosząc ciemną, starą słuchawkę.
- Lissa to ja- powiedział spokojnie ojciec dziewczyny- przyjedzie do was Beck.
- Jej, to super- krzyknęła na wieść o przybyciu znajomego.
- Pojechalibyście po niego na dworzec- spytał.
W tej chwili smętny dzwonek zadźwięczał w uszach przyjaciół.
- Chyba nie będzie takiej potrzeby- powiedziała córka.
Fran podszedł spokojnie do drzwi.
- Hej- powiedział nieznajomy.
Fran bez skrycia odwrócił się do Lissy i spytał- Jesteś pewna, że to jest twój znajomy.
-Beck!- dziewczyna rzuciła się z radością na przywitanie i nagle spojrzał na starego znajomego, zwalniając kroku- Wow- przełknęła ślinkę- jaka ciekawa zmiana- pochwaliła z udawaną aprobatą. Beck stał nadal w drzwiach. Cały na czarno, tak, że ledwo można go było odróżnić z otchłanią zmierzchu. Czarne włosy do uszu, w których były czarne kolczyki, czarne rurki, bluzka, płaszcz i glany.
- Proszę wejdź, tata uprzedził nas, że będziesz- powiedziała znajoma.
- Wow fajnie tu, tak ciemno, Nie macie prądu?- spytał szybko.
- No niestety chwilowo tak, jeśli będziesz musiał wykonać jakąś pracę do liceum to...
- Nie!- krzyknął- Jest super.
Fran uśmiechnął się podobnie jak jego przyjaciółka ukrywając lekkie zdziwienie.
- Nadal się przyjaźnicie?- spytał przyjaciół z uśmiechem.
- Tak od kołyski- odrzekł Fran obejmując przyjacielsko Lissę.
- Jesteście parą?- spytał, a w sumie stwierdził Beck rzucając swoją torbę na kanapę.
- Nie nie- zaczęli zaprzeczać speszeni...

wtorek, 30 października 2012

Koko- Przyłapana na czytaniu!

Jak cała Polska czyta, to świnki też!
Mała z Ciebie świnka, ale za to wielka czytelniczka!
Popieracie Koko w jej akcji? Komentujcie:)

poniedziałek, 29 października 2012

Koko!:)

A o to Koko...
Ma zaledwie 2,5 roku, ale już umie wiele sztuczek.
Ma klatkę w mojej sypialnie, więc po ciężkim dniu możemy sobie zrobić
babskie pogaduchy, bo trzeba wiedzieć, że to dziewczynka:) (bardzo towarzyska)
Polecam zakup tego typu stworzonka, a jeśli Kokusia Wam także się podoba
to prosimy o miły komentarz.;)

sobota, 27 października 2012

Alex

Alex patrzyła na zaśnieżone ulice Krakowa. Obserwowała białe płatki, które z lekkością opadały na ich taras. Przyglądała się też zdenerwowanym kierowcą stojącym w korku.
- W październiku śnieg?- szepnęła sama do siebie mocno zadziwiona obrazem, który rano ujrzała.
- A no śnieg- przerwał jej rozmyślania wchodzący do pokoju Marcin.- Proszę to do ciebie- powiedział i podał jej kopertę z listem.
Dziewczyna zaczęła otwierać pakunek- O, zaproszenie do wspólnego występu z Michałem i Adamem. Super!
- A jak tam twoja babcia- spytała znów dziewczyna.- Lepiej?
- Tak zdecydowanie- mruknął Marcin i powstrzymał się od śmiechu widząc zaspaną jeszcze w piżamie dziewczynę, która całkowicie nie spodziewa się tego co ją zaraz zastanie.
- Cz ty coś przede mną ukrywasz?- spytała podejrzliwie.
- Nie, skąd że.- skłamał i znów opanował uśmiech.
- Co?- spytał znów Alex.
Niespodzianka!- rozległo się na hura i grupa przyjaciół dziewczyny zgrabnie wskoczyła do pokoju.
- A co tu chodzi?- zdziwiła się wiedząc, że nie dziś urodzin, ani imienin, ani nie ma Gwiazdki.
- Dostałem ostatnio telefon od dyrektora twojego uniwersytetu i przeszłaś do kolejnego etapu konkursu, to znaczy dyrektor dzwonił na twój telefon, ale był pod ręką i...- wytłumaczył jej Robert.
- Jej- krzyknęła  i rzuciła się do wszystkich przyjaciół, aby ich mocno wyściskać.
- To co zaczynamy imprezę!

sobota, 20 października 2012

Rainbow Veins

Idąc ulicami.  Ciemno, pada, lecz gdzieś tam daleko świeci małe światełko, tylko dla ciebie. Świeci tam cały czas. Więc zobacz je... Powiedz mi kiedy będzie padać, ja zatrzymam deszcz. Tęcza stanie nad twoją głową. Rainbow Veins. Bo wszystko nie jest takie jak wygląda. Rozepnę nad tobą tęczę. Ja już to czuje... Więc głowa do góry.
Ciemnymi uliczkami idąc znajdź miejsce gdzie spotykają się nasze drogi. Milion światełek pali się i nie gaśnie. Lecz śpiesz się, czuję, że jesteś blisko, czuję jak bije twoje serce. Miliony kolorów są zrównoważone. Ledwo mogłam krzyknąć, gdy truskawkowa lawina mnie przykryła. Ty jesteś moim dźwiękiem na zawsze. W owocowej galaktyce, w mroźnej Arktyce. Przytulając cię ustanawiam nową zasadę przyjaźni, dla każdej galaktyki. Uśmiechnij się teraz i zaraz na zawsze bądź uśmiechnięty od teraz. Już. Zrób to. Kto potrzebuje wrogów? Mały niewinny miś. Ledwo słyszę twój krzyk, gdy zakrywa mnie truskawkowa lawina... w mroźnej Arktyce...

środa, 17 października 2012

Dom w głębi lasu

Lissa zapaliła światło. W tym momencie rozległ się huk na całe miasteczko. Fran skulił się jakby zaraz jakąś nieczysta mara miała na niego spaść.
- Niech to szlak- mruknął do dziewczyny i dodał poirytowany- Wysadziły korki!
- Masz latarkę?- spytała
- Tak, w plecaku...
- A plecak?
- Na sofie, czekaj chyba dojdę do niej- mruknął. Teraz w jedynym domu w lesie można było dostrzec dwa, jedyne czarne, ledwo widoczne punkty w otchłani mroku. Lissa stało nieruchomo patrząc z nadzieją w przyjaciela. On zaś szedł ku świetle.
- Gdzieś tu powinna być... auuu!- jęknął nagle.
- Co się stało- szukała go po ciemku zdezorientowana dziewczyna.
- Nic, nadziałem się na drewno na opał- odparł.- Mam ją- dodał po chwili. W salonie rozbłysło niewielkie, jarzeniowe światełko latarki. Otuliło ono ciepłem niewielki fragment parteru domu.
- Ale dlaczego korki wysiadły?- spytała podejrzliwie przyjaciółka- Co rok robimy przegląd.
Dopiero teraz kiedy Franz podszedł bliżej do Lissy, mogła ona zobaczyć w jego oczach również podejrzliwość i strach.
- Sugerujesz, że to zrobił on... ono...?- spytał prawie szepcząc.
- Słuchaj jeżeli to jakiś spryciarz, co chce nas okraść to dostanie tym- wzięła do ręki zestaw do 'jarania' swojego przyjaciela i wyciągnęła z niego podłużną rurkę- A jeżeli to jakieś zwierze, co zerwało kabel z prądem to też dostanie tym, poza tym zwierze nie przebije nam chyba drzwi- powiedział i zaśmiał się nerwowo.
Przyjaciele powoli się uspokajali, gdy nagle usłyszeli ponowny huk i odgłosy porywanych przez wiatr kartek.
- Jakaś plaga?- jęknął Franz.
- To ze strychu...- szepnęła przerażona Lissa i schowała się za przyjaciela.
- Jeśli to bandyta, a jak ma broń?- rozważali co zrobić.
- Dobra trzeba to zakończyć- powiedziała stanowczo i wyrwała mu latarkę. Biegła na strych, przeskakując co dwa stopnie drewnianych schodów. Wiatr targał wszystkie okna i z resztą całe miasteczko. Dobiegła, otworzyła gwałtownie stare, skrzypiące drzwi. Wbiegła jeszcze w emocjach do pokoju. Franz dogonił ją i stanął obok niej. Na widok pokoju Lissa upuścił latarkę, która z łoskotem potoczyła się po drewnianych deskach, pod starą szafę z książkami...

piątek, 12 października 2012

Dom w głębi lasu

Nad małą wioską w północnej Islandii zapadała noc. Na niebie było jeszcze widać poblask od słońca, linie po samolocie i małe chmurki wtapiające się w nadchodzącą ciemność. Stara, niebieska furgonetka zatrzymała się przed domkiem w lesie. Spłoszona myszka czmychnęła szybko pod schodki wejściowe domu.
- Nie rozumiem tato, po co to wszystko?- spytała Lissa wysiadając z auta.
- Córeczko, mówiłem ci już po miasteczku grasuje jakiś zboczeniec- odparł ojciec.
- Phf- skomentowała dziewczyna.
- Halo, halo 74 zgłoś się- odezwał się nagle głos w przenośnym telefonie 'roboczym' ojca.
- 74 zgłaszam się.
- Szeryfie, kolejne zabójstwo, przy Dover Street.
- Rozumiem zaraz tam będę, chociaż przyczyny pewnie te same?.- spytał ojciec Lissy.
- Tak, jakby jakieś zwierzę atakowało, a nie człowiek- odparł nieco wystraszony przełożony.
- Hej- odezwał się nagle głos za nimi. Oboje podskoczyli przestraszenie.
- To tylko ja- mruknął Fran.
- Nie powinieneś sam iść lasem- ostrzegła go przyjaciółka.
- Cieszę się, ze jesteś. Zostańcie w domu razem, a ja pojadę. Nigdzie nie wychodźcie,nikomu nie otwierajcie- zwrócił się do nich Black.
- Jasne, ani nam się śni- odpowiedzieli zgodnie.
- Dobra pa- odrzekł szeryf i już po chwili niebieska furgonetka znikała w ciemności lasu.
- Zimno!- skomentował Fran.
- Herbaty?- zaproponowała Lissa, obejmując przyjaciela, na ocieplenie.
Na starej, drewnianej podłodze werandy domu widniała wyszarzała biała kartka, nadpalona, zapisana drobnym druczkiem. Nagle na kartkę zawiał silny podmuch wiatru i momentalnie znalazła się on w rekach dziewczyny.
- Co to?- zdziwiła się i zaczęła czytać- Najciemniej jest zawsze...
- Pod latarnią- dokończył przyjaciel odczytując dalsze słowa. Zamilkli w ciszy przerażenia.
Najciemniej jest zawsze pod latarnią.

czwartek, 11 października 2012

Alex

-Co ty robisz?- spytał ze zdziwieniem Robert.
-Wydaje mi się, że czytam?- zażartowała pochylona nad książką Alex.
- Nie... Ty się uczysz...- odparł.
- No weź, ale w sumie już umiem o bitwie pod Cedynią.
- Na pewno?- spytał jak to przyjaciel, zawsze troskliwy- Mogę z tobą poczytać.
- Możemy, ale na dzisiaj już umiem wszystko- uśmiechnęła się dziewczyna i zamknęła mu podręcznik przed nosem.
- Jak tam było?- zagadał o uczelnię Robert.
Dziewczyna stała odwrócona i zaczęła wchodzić na drabinę, by sięgnąć książkę najwyżej położoną. Zamyślona niezdarnie zrzuciła kilka rzeczy na drewnianą podłogę. Oboje rzucili się, żeby to podnieść.
- Hej, coś cię trapi?- spytał ciepło przyjaciel.
- Nie, tylko takie tam, sprawy- mruknęła cicho.
- O co chodzi?- wyraził jasno pytanie i spojrzał jej prosto w oczy.
- Traktujesz mnie jak osobę sławną?- spytała nagle.
- Nie, oczywiście, że nie- odparł pewien, jego słowa zastygły w powietrzu i wtedy wzbudziły się w nim wątpliwości, czy to co mówi ma aby na pewno sens.
- To znaczy, co tak dokładnie masz na myśli?- dopytywał Robert.
- No wiesz- zaczęła niepewnie- czy gdybym nie była sławna traktował byś mnie inaczej. Po zadaniu pytania dziewczyna zamilkła, wiedziała, że to nie prawda, a pytanie to zadała tylko po to, żeby przejść do tematu. Zobaczyła lekkie rozczarowanie i smutek w oczach przyjaciela, był to dla niech ostatnio uciążliwy temat.
- Alex, wiesz, że tak nie jest- odparł.
- Wiem, przepraszam- zgodziła się i dodała- Naprawdę wiem, że ty jedyny nie traktujesz mnie w ten sposób.
- Myślę, że Marcin też cię tak nie traktuję.
- To też wiem, wy najbliżsi, ale reszta? Na uniwerku nikt ze mną nie rozmawia normalnie chcą ode mnie tylko produktu, tylko tej części mnie, którą znają wszyscy, która jest na scenie!
- Jeśli cię to pocieszy, jak to powiedziałaś 'twoi najbliżsi' też mają ten problem...
- Nikt nie rozmawia ze mną, o codziennych sprawach, każdy się przy mnie kryguję, żeby wypaść najlepiej, a ja nie oceniam ludzi w ten sposób- wydusiła z siebie Alex.
- Wiem i wiesz co myślę, każdy kto mnie, czy ciebie lepiej zna, wie, że tak nie jest, a ci, którzy tego nie widzą nie są warci uwagi- powiedział Robert i dodał- Pamiętaj, zawsze sięgaj w życiu po to co najlepsze i bież to co ci się należy.
- Wiem...- uśmiechnęła się Alex i przytuliła Robert, który szepnął;
- A poza tym dzisiaj na 20:00 prowadzimy audycję w radiu.
Alex roześmiała się i powiedziała;
- Jasne, może nikt się nie skapnie, że to ja...

sobota, 6 października 2012

Cooltura w pigułce...

Do poczytania-  Ulysse moore, wszystkie części opowiadają o trójce przyjaciół i niesamowitym miasteczku, które nie istnieje na żadnej mapie i ma pomnik króla, który nigdy nie istniał. Natomiast w starej Willi Argo, może, grasuje duch, podobno w niewyjaśnionych okolicznościach, zmarłego, poprzedniego właściciela...
Do posłuchania- z radia oczywiście 'Trójka', a tak dodatkowo to Asaf Avidan- One day, Joe Brooks i Mika Urbaniak oczywiście ze wspaniałym zespołem i mamą- Urszulą Dudziak:)
Do obejrzenia- no cóż, dwa wcielenia miłości i zabawy- Zakochani w Rzymie oraz Ted.
Do zobaczenia-  Happysad w w Emipku.
Do poczucia- teatr po zmierzchu jak zawsze oraz małe miasteczko z tajemnicą w sobotni wieczór.
Do radości-KKd i wszystko w sumie i to jest sztuka...
Do pomocy- Fundacja EMIR, psia nadziela, to WAŻNE POMAGAJMY!
I trochę improwizacji 4 wszystkich:)

Polecam Alex.

piątek, 5 października 2012

Vincent-von-Gogh

Vincent- van-Gogh- Słoneczniki
Vincent Willem van Gogh ur. 30 marca 1853, a zm. 29 lipca 1880- holenderski malarz postimpresjonistyczny , którego twórczość dzięki żywej kolorystyce i emocjonalnemu oddziaływaniu wywarła dalekosiężny wpływ na na sztukę XXw. Artysta w ciągu swojego życia cierpiał na napady lękowe i narastające ataki spowodowane zaburzeniami psychicznymi. Zmarł w wieku 37 lat jako twórca nieznany szerszemu ogółowi, w wyniku postrzału z broni palnej- najprawdopodobniej samobójczego. Przepiękne dzieło...

poniedziałek, 1 października 2012

Kabaretowy Klub

Kabaret Moralnego Niepokoju- 'Drzwi', to jak wiadomo wcale nieodrealniony problem... Ostatnio moja znajoma remontowała mieszkanie i kupowała drzwi i 'rozetki'. Na pewno niektórzy z Was już się zastanawiają co to rzekome 'rozetki'. Ja też nie wiem pomimo tłumaczenia sprzedawcy w sklepie, gdy pomagałam mojej znajomej w wyborze jak się okazuje czegoś do zamka. Następnie wykonawca powiedział, do Ani, by wybrała sobie klamkę- 72. No niby proste, lecz kiedy przed nami jest półka zajmująca ścianę przeciętnego salonu w bloku wybór robi się trudniejszy. W końcu po doborze wszystkich dodatków, przeszliśmy do DRZWI. Sprzedawca obcenił nas, że łatwo nie będzie, a wieczorem opowie synkowi o kolejnych 'niezdecydowanych' klientach. Zadał mojej znajomej z pozoru łatwe pytanie:
- Jakie drzwi pani chce.
- No wie pan...- zastanawiała się Ania- Takie, żeby się otwierały no i... zamykały- stwierdziła z przekonaniem( takie sobie wymarzyła:).
- Aha. Prawe, czy lewe?- spytał jak o oczywistą oczywistość.
Ania spojrzała na mnie szukając wsparcia, a ja ledwo powstrzymywałam ataki śmiechu, kojarząc te sformłuowania ze świetnym skeczem KMN.
- Chch- odchrząknęłam- No nie wiem Aniu, jakie chcesz prawe, lewe...?- spytałam z udawaną powagą.
- Może jakieś pytanie...- zaczęła.
-Pomocnicze- dokończyłam prawie dusząc się od śmiechu widząc zdesperowaną Anie i patrzącego jak na idiotki( sprzedawcy zawsze myślą, że jak się nie znasz na drzwiach, listewkach to- debil:) sprzedawce.
- No, bo pani chce drzwi wyjściowe.
- No takie wyjściowo- wyjściowe- zaśmiała się, lecz było to prawdą.
- Aha, a więc co pani przez te drzwi zrobi jako pierwsze. Pani przez te drzwi wyjdzie, czy pni przez te drzwi wejdzie, co pani przez te drzwi zrobi?
- To zależy gdzie będę jak mi te drzwi wmontują, przodem do wyjścia, czyli tyłem do wejścia to...- Ania sama się już zgubiła.
- Dobrze, więc po, której stronie ma pni klamkę?
- To zależy, po której stronie drzwi stoję, przodem przed wejściem od korytarza, przed pierwszymi drzwiami, czy...
- Nie nie, chodzi mi tylko o to, czy prawe, czy lewe?- ciągnął sprzedawca.
- Obrotowe- powiedziałam w końcu i wybuchnęłam powstrzymywanym śmiechem.
Spojrzeli się na mnie jak na wariatkę, więc zostawiłam ich samych poszłam na caffee latte, spodkałam starego przyjaciela, kupiłam dywanik do sypialni, a jak wróciłam to trzech sprzedawców i Ania ustali jakich drzwi potrzebuję, a kto wie może i też ustalali ile cielaków zmieściłoby się u niej w pokoju...:)

niedziela, 30 września 2012

Kabaretowy Klub

Wstaję sobie, no nie mogę napisać 'dzień jak co dzień', bo moje urodziny są. Jeśli ktoś z Was 27 września 'młócił' w Google to wie, że mają wtedy urodziny.(14 w tym roku). No, że najbliżsi wiedzą i składają mi życzenia to nic dziwnego, ale Google...? Z jakiej racji? Wpadłam w lekką panikę siedząc przy komputerze z poranną kawą. Odwróciłam się delikatnie, niepostrzeżenie sprawdzić, czy aby w moim pokoju, lub o zgrozo, całym domu nie ma kamer. Przez chwilę siedziałam w piżamie i czułam się jak w Truman Show, zwłaszcza, że na moim osiedlu są kamery(ogrodzone osiedle). Dopiero po prawie 10 minutach dotarło do mnie, że po prostu Google też mają urodziny. Uspokoiłam się, zwłaszcza, że ostatnio miałam dużo sytuacji ze 'śledzeniem' itd.
Siła sugestii... zawsze weźmie górę nad logiką:)

piątek, 28 września 2012

Alex

-Nie,nie- mruczało zaspana Alex, budzona przez przyjaciela.
- No weź, masz tylko 4 godziny na uniwerku, a i tak się ciągle bawimy występujemy i no wiesz...- wybudzał ją wciąż Robert.
- Pamiętasz tą świnię- przypomniała mu wydarzenia jakie miały miejsce poprzedniego dnia. Kiedy do Teatru Starego w Krakowie, podczas ich After Party po występie za kulisy dostała się wariatka, która przyszła ze świnią!
- Tak, a co- potwierdził ubawiony Robert, przypominając sobie jak ją próbowali złapać.
- Śniła ci się?- spytała kobieta.
- Nie no co ty!
Przyjaciółka spojrzała na niego przenikliwie.
-Tak i to jak wpadła w farby i rozniosła po całej scenie- też- odparł.
- O matko, mi też się ona śniła.
- Tak prosiak przejdzie do historii- zażartował Robert.
Nagle usłyszeli Boba Marley'a- Three little birds rozprzestrzeniającego się w zasięgu kilometra.
- Wy jeszcze w piżamie?!- zdziwił się mocno ich współlokator, przyjaciel na co dzień jak i na senie.
- Tak, budzimy Alex- odparł Robert.
- No dobrze 'Alex', ale dlaczego ty jesteś w piżamie?- strzelił ripostę do przyjaciela.
- Ej ja nie zamawiałam budzenia- zbuntowała się w końcu ich przyjaciółka.
- Ja też nie- dołączył się do niej Robert i dodał- I co ty masz z tym Marley'em.? Chociaż w sumie jest spoko- zaczął dywagować.
Ej, ale- podjął temat Marcin i zawahała się- wy też pamiętacie tą świnie wczoraj? Zadał to pytanie z niepokojem, czy aby na pewno to nie jest tylko skutek Malibu, Szampana, Wina i Whisky.
- Tak, spokojnie, nie masz omamów- roześmiała się Alex.
- Za pół godziny masz wykład, dolicz jeszcze codziennych paparacji- przypomniał Robert do wciąż leżącej Alex.
- A może...- Marcin spojrzał jednoznacznie na Roberta, który od razu pojął o co chodzi.
- No cóż Al, nie pozostawiasz nam innego wyjścia- powiedział Robert.
Alex wybuchnęła śmiechem, kiedy przyjaciele zaczęli ją łaskotać.
- Dobra, dobra wstaję, już- wykrztusiła dusząc się ze śmiechu.
- Przyjaciele, potrafią dobrze zmotywować- rzucił Robert i teraz wszyscy śmiali się do rozpuku...

środa, 26 września 2012

Z podróży...

Ostatnio byłam w Tatrach. Było to jeszcze lato- dość ciepło. Poszliśmy z przyjaciółmi do Murowańca- 1505m n.p.m. Trochę tych metrów jest... Oczywiście wychodząc w góry sprawdziliśmy pogodę, założyliśmy    odpowiednie buty( do wiadomości niektórych nie japonki;) - osłaniające kostkę. Zjedliśmy też dość duże i pełnowartościowe śniadanie, nie chleb z sosem czekoladowy i sok pomarańczowy jak to przekonują nas niektóre reklamy, lecz wypiliśmy ciepłą kawę, herbatę, zjedliśmy bułki i ser wiejski. Mam nadzieję, że ten artykuł przemówi do niektórych turystów. A więc na szlaku usłyszeliśmy burzliwą rozmowę młodego małżeństwa. Oczywiście 'pani' pierwszy raz będąca w górach wybrała się na szlak w japonkach, mało tego założyła dużo 'odstającej' biżuterii i nie wzięła chustki pod szyję( a trzeba wiedzieć, że ok. 30-40 min. przed schroniskiem panuje straszny wygwizdów). Mąż próbował jej wytłumaczyć, że tak ubrana nie może wychodzić w góry. Jednak ona w ferworze złości odepchnęła go i jak to w japonkach bywa, but nietrwały, poślizgnęła się na błocie. Gdyby nie mój przyjaciel, który złapał ją za rękaw od bluzy już by jej nie było...
Apeluje wiec do wszystkich:
1. Spraw małżeńskich nie załatwiamy w ciasnych przejściach na szlaku.
2. Zakładamy lekkie lecz wysoki buty( nie japonki!)
3. Jemy śniadanie.
Nawiązując do 3 punktu- śniadanie musimy jeść każdego poranka, nawet jak ktoś się odchudza.
Podam znów przykład. W tym roku w maju byłam z przyjaciółmi( inną grupą) w Pradze. Była to znacznie większa grupa. Nie mogliśmy, my uczestnicy kontrolować się wzajemnie, a ni tym bardziej organizatorzy. Jak się okazało jedna z koleżanek jest anorektyczką i namówiła drugą do niejedzenia śniadania! Posiliły się tylko kawą, a są to na dodatek nastolatki, więc powinny się naprawdę prawidłowo odżywiać. W centrum Pragi jedna z dziewczyn zemdlała. Dokładnie w zatłoczonym metrze w godzinach po południowych. Jeden z organizatorów miał w plecaku glukozę, po której podaniu Basia ocknęła się na szczęście.
Więc zawsze przed wycieczką należy zjeść śniadanie, sprawdzić pogodę, założyć odpowiednie obuwie, no i kurczę cieszyć się urlopem...:)

Rawa Blues Festiwal- już 6 października.

Już 6 października odbędzie się największa impreza blues- Rawa Blues Festiwal- 32 edycja tego niesamowitego festiwalu Katowice 'Spodek'. Będzie można posłuchać m.in. Robert Cray Band, Eric Sardinas&Big Motor, Roomful of  Blues, a także Irek Dudek Big Band oraz wiele innych.
Polecam serdecznie, Alex:)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Duch


Nad łemkowską wioską zapadał zmrok. Mały kościółek tulił się do snu. Psy wypuszczone z sąsiednich wiosek szczekały przeraźliwie. Teraz słonce zaszło całkowicie. Jedynie na tle księżyca było widać smętnie pohukującą sowę. Przeleciały jeszcze trzy nietoperze i cisza zapadła noc. Noc zapadła jedynie dla istot śmiertelnych, lecz nie dla zjaw. Miały raj. Jak co dzień po zmroku. Krążyły po opuszczonej wsi. Wizualnie wyglądały jak zwiewne szaty. Skrzaty również nie wyglądały na zmęczone. Teraz kiedy nikogo nie było mogły wyjść ze swoich norek i odetchnąć świeżym powietrzem. Przede wszystkim wystrzegały się one
-czarownic
-dorosłych
-kobiet( dawno temu kiedy skrzaty zakradały się do gospodarstw po łakocie, gospodynie przeganiały je, stąd ta antypatia.

niedziela, 8 lipca 2012

Blues-wymarzony Eddie


-Dzyndyn- rozległ się dzwonek do drzwi Willie.
- Kogo tam licho niesie,nie mam ochoty... I w tej chwili kobieta przymknęła się. Przed jej własnymi londyńskim drzwiami stał on.
Eddi....
- Cześć- wykrztusiła dziewczyna.
- Hej może byśmy..
Nie zdążył dokończyć, bo Willie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Nagle skapnęła sie jaki wręcz  faux pas popełniła.
- To znaczy poczekaj sekundkę.
- Aaaaaaaaa pod moimi drzwiami stoi najwieksze ciacho z klubu, a jestem w dresach z potarganymi włosami. Krzyknęła tak silnie, że aż jej przywiedziony z Tatr świstak się odezwał.
- Dobra, luzik. Zrobiła dychę jak radzi jej psychiatra i ruszyła pędem do łazienki.
- Włosy ogarnięte, rzęsy też, a paznokcie?! Ufff, obcięte i nałożona odżywka.
Pobiegła do szafy z ciuchami.
- To nie to nie to, O Boże to ja to jeszcze mam?! Lili w ciszy obrzucona ubraniami obserwowała zdesperowaną opiekunkę.
-  O ta sukienka w kwiatuszki całkiem niezła. Założyła ją w biegu i już miała otworzyć dzwi Romeo, gdy nagle zorientowała się, że ciuszek jest na lewą stronę. Poprawiła ten błąd szybko i otworzyła dzwi.
- Hej, zapraszam- wysapała słodko. Cały jej wizerunek był niezły, oprócz rozciachanego  palca, niesamowitego bajzlu w domu, stłuczonego( do połowy lustra, teraz już wie, że aby uruchomić szybko lokówkę nie należy uderzać w lustro) lustra i paru innych szkód. Mało ważnych szkód wobec... no niego.
- Przepraszam, że bez zapowiedzi, ale pomyślałem, że zrobię Ci niespodziankę. Na pewno nie przeszkadzam?
- Nie no co ty... Jest już ok. Tylko nie mam żadnej kolacji.
- Nie szkodzi w dzieciństwie mama nauczyła mnie świetnie gotować.
- W takim razie może zrobimy spagetti. Mam nawet czerwone wino- nie tłumaczyła, że praktycznie zawsze je ma, bo i po co.
Tylko jak tu do niego zagadać. On milioner, z ''dobrej'' rodziny, a ja co wstydliwa gąska- rozmyślała z napięciem.
A może wy Blogerzy macie jakiś pomysł. Jak Willie może zagadać do wymarzonego chłopaka. Jeśli tak to piszcie i komentujcie, a jeśli sądzicie, że bohaterka jeszcze nie jest w stanie do niego zagadać to piszcie jakie są sposoby na grzeczne wyproszenie chłopaka.Uśmiech

sobota, 7 lipca 2012

Blues


Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech

Londyn, godzina 17- five o'clock
Na zatłoczonych ulicach Londynu panował korek. W deszczu, krople monotonnie spływały po samochodach, pędzących, przechodniach i wielopiętrowych oszklonych biurowcach. Był piątek, więc jak co tydzień Willie Trasgot przynucała w klubie jazz. Zaraz po tym pędziła przez zblokowane uliczki, do czarnej taksówki, aby ta, a raczej jej znany i lubiany Mrs. Jackson odwiózł ją do przytulnego mieszkanka w centrum Londynu.
- Już od rana miało padać- rzekł Jackson.
-Tak, coś mówili o tym- odpowiedziała zapatrzona w zatłoczony przystanek Willi.
-A jak w klubie- znów zagadnął kierowca.
- A no wiesz jak zwykle. Ric się awanturował. Treisy była u kosmetyczki, a synowi Kate wyrżnęły się pierwsze mleczaki.
-mmmm- skomentował Jackson.
Nagle samochód zahamował tak gwałtownie, że Willie ukazały się 3 gwiazdeczki.
-Sorry Cię moja droga. Wypadek na drodze, musimy czekać- zdefiniował Jackson.
Jak się domyślacie sprawa nie jest prosta. Wogóle o godzinie 17:15 przejechać, w piątek przez centrum Londynu nie jest proste. W dodatku na pasach wycieczka dziesiecioosobowej grupy nic nie kumających chińczyków, deszcz, burza, wilgoć, korek, wypadek noooo i jeszcze teraz policja konna, która chce koniecznie zabezpieczyć zdarzenie i wyjący sygnał pogotowia, próbującego się przepchnąć przez sznur aut w warunkach wyżej wymienionych. Tak to mieszanka jaką Willie otrzymywała nadzwyczaj często.
- Zgzgz- kobieta przekręciła kluczyk w zamku od mieszkania.
- Cześć Lili- przywitała swojego najlepszego, czworonożnego przyjaciela. Lili, mały kundelek, słodki kundelek o jedwabistej, czarnej, długiej sierści. Równie uroczy jak opiekunka.
- Chodź mała obejrzymy TV.
Jeśli chcecie więcej przygód Wiilie Trasgot piszcie, komentujcie. CzekamUśmiech